sobota, 5 marca 2016

ROZDZIAŁ 2

        Jak zawsze jadąc autem włączyłyśmy na ful muzykę i wydzierałyśmy się ile sił w płucach nie przejmując się innymi. W końcu jadąc samochodem bez dachu i robiąc mnóstwo hałasu nie sposób nie zwracać na siebie uwagi innych. Jak to zawszę mówię, raz się żyje i trzeba z tego korzystać nie przejmując się innymi. Ostatecznie skończyłyśmy śpiewać podjeżdżając pod mój dom, a tak właściwie to czarną, ciężką, mosiężną bramę. Cały dom otoczony był wysokim, marmurowym murem w kolorze bieli. Miał on uniemożliwić złodziejom dostanie się na teren posesji, chociaż moim zdaniem jakby ktoś chciał to i tak mógłby przez niego przejść. Sama nie raz przez niego przeskakiwałam wymykając się z domu. Oczywiście zawsze gdy wychodziłam podstawiałam sobie jakąś wysoką rzecz na której stawałam, a w drodze powrotnej ktoś mnie podsadzał bo z moim wzrostem przejście przez ponad dwumetrowy mur to nie lada wyczyn. Na domiar tego od strony ulicy przy murze rosły wysokie drzewa uniemożliwiające widok posesji, które również czasem pomagały mi w ucieczkach.
    Pożegnałam się z Lily i podeszłam do metalowego domofonu przy furtce. Wpisałam na nim odpowiedni kod dzięki czemu metalowe kraty się otworzyły, a ja w końcu mogłam przez nie przejść. Za ogrodzeniem znajdował się kamienny podjazd prowadzący pod dom oraz do garażu. Tworzył on lekki łuk skręcający w lewo. Oczywiście po lewej stronie znajdował się garaż na trzy pojazdy. Jego ściany były białe, za to dach i drzwi czarne. Praktycznie wszystko było utrzymane w tych dwóch kolorach. Nawet kamienie tworzące podjazd były białe. Na wprost, no może nie całkiem bo trochę w lewo, znajdował się dom. Wyglądał trochę jak zbudowany z nierówno położonych kwadratów. Oczywiście śnieżno biały, z płaskim czarnym dachem, no bo jakby inaczej. Okna za to zwracały największą uwagę. Sporych rozmiarów szyby rozmieszczone w równych odległościach sprawiały, że dom wydawał się jeszcze większy. Do drzwi frontowych prowadziły trzy marmurowe schodki ułożone w pół okręgu. Weszłam po nich następnie otwierając drzwi i krzycząc na cały dom, że już jestem. Hol był podłużny i wydawał się niezwykle sterylny. Białe panele, białe ściany, czarno białe zdjęcia na ścianach, wieszak oraz komoda również białe, a po lewej stronie ogromne lustro. Na suficie kryształowy żyrandol o którym mażą miliony. Po prawej stronie, kawałek dalej, znajdowały się drzwi do jednej w wielu łazienek w tym domu, a za nimi drzwi do swego rodzaju składzika w którym znajdowały się wszelkiego rodzaju sprzęty do sprzątania, płyny, pralka, suszarka, deska do prasowania itp. Trzecie drzwi prowadziły do salki kinowej w której zamiast foteli były ogromne poduszki do siedzenia, przed nimi na ścianie ogromna plazma i kino domowe z wieloma głośnikami. Jak można się domyślić hol był dość długi. Na końcu za to znajdowała się kuchnia z jadalnią. Ściany przechodziły tutaj w delikatny beż, podłoga oraz meble miały odcień ciemnego brązu. Była to dość duża przestrzeń i pomimo wielu rzeczy znajdujących się w niej wciąż pozostawało dużo miejsca. Całą przestrzeń na dodatek powiększała ściana na wprost, która była w całości wykonana z szyby dzięki czemu był świetny widok na tył domu. Na samym środku szyby znajdowały się szklane drzwi prowadzące na drewnianą werandę na której stał grill, stół i krzesła ogrodowe. Można z niej było wyjść na ogród, którego brzegi przy murze pokryte były różnego rodzaju drzewami, a na samym końcu podwórka po lewej stronie znajdował się mały domek w którym były wszystkie sprzęty potrzebne do pielęgnacji podwórka. Ogółem wielki kwadrat równo przystrzyżonej trawy na którym nic nie było. Wracając do kuchni i jadalni, po prawej stronie był sporych rozmiarów marmurowy kominek, a przed nim ogromny stół jadalniany, który bez problemu pomieściłby jakieś dwadzieścia osób jak nie więcej, a do niego oczywiście krzesła. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające różne krajobrazy, a w rogach pomieszczenia stały ogromne zielone rośliny, których nazwy nie znałam. Czyli jak możecie wywnioskować, na prawo była jadalnia, za to na lewo jest kuchnia. Nie wiem po co, ale po prawej stronie stały dwie ogromne lodówki, następnie od nich na przeciwległej ścianie mieściły się szafki oraz dwie pozycje od lodówek kuchenka. W trzy szafki wbudowane były zmywarka, śmietnik oraz zlewozmywak. Nad każdą z szafek wisiały kolejne. Zaś na wprost tego wszystkiego była zrobiona wyspa kuchenna przy której stało pięć krzeseł barowych, a na blacie leżała misa z owocami oraz kilka słojów z ciastkami. Zapomniałam dodać, że na szafce koło lodówek była mikrofala, a obok ekspres do kawy. Teraz czas się troszeczkę cofnąć. Za lustrem przy drzwiach frontowych było otwarte przejście do salonu. Jego ściany pokrywała farba w kolorze cappuccino oraz kilka małych, drewnianych obrazków, a podłoga była złożona z ciemnych paneli. Na środku pokoju stał niski, szklany stolik do kawy, przed nim biała sofa, a na wprost telewizor plazmowy. Od sofy po prawej stronie stała półka z książkami i kilkoma zdjęciami, a po lewej komoda, a na niej szklana misa z jakimiś przeźroczystymi kamyczkami. Wszystko to było delikatnie w lewo od wejścia do salony, ponieważ na wprost były szklane schody prowadzące na górę. Zaczęłam nimi wchodzić do góry chcąc dostać się do swojego pokoju. Oczywiście on znajdował się po prawej stronie na końcu korytarza. Zanim dotarłam do swoich drzwi musiałam minąć masę innych prowadzących do wielu sypialń znajdujących się w tym domu. Ogółem na górze było pięć wolnych pokoi dla gości, dodatkowa łazienka, sypialnia mojej ciotki, oraz mój pokój. Górny korytarz był drugim co do najciemniejszych pomieszczeń w tym domu. Pierwszym oczywiście była salka kinowa i jej ciemno bordowe ściany, za to korytarz był w kolorze ciemnego brązu tak jak i wszystkie drzwi wraz z podłogą.
    Mój pokój nie należał do tych małych. Na wprost wejścia było ogromne dwu osobowe łóżko, a nad nim mój ulubiony cytat. Po obu jego stronach były wielkie okna, w tym przy prawym mieścił się szeroki parapet z kocem i trzema poduszkami. Pod lewym stało biurko, a na nim mój laptop, lampka i porozrzucane książki. Zapomniałam dodać, że po obu stronach łóżka stały jeszcze dwie szafki nocne, a na nich lampki. Po prawej był regał zapełniany książkami, zdjęciami i różnymi pamiątkami. Koło niego w roku stała perkusja oraz gitara. Na tej samej ścianie co drzwi tylko po prawej stronie wisiał telewizor, a pod nim wieża z dwoma wysokimi głośnikami, playstation 4 oraz półka z grami, filmami i płytami różnych zespołów. Przed tym leżała jedna, duża poduszka do siedzenia, którą zabrałam z salki kinowej. Po lewej stronie na tej samej ścianie stała moja toaletka z porozwalanymi kosmetykami oraz lokówką. W końcu śpieszyłam się do szkoły więc nie miałam kiedy posprzątać. Następnie na równoległej ścianie były dwoje drzwi. Jedne do łazienki, a drugie do garderoby. Tak mam garderobę i tak mam prywatną łazienkę. Garderoba w sumie nie była jakaś bardzo ogromna. Drzwi do niej znajdowały się bliżej biurka i okna. W środku na wszystkich trzech ścianach znajdowały się półki. Po lewej buty, torebki, plecaki, po prawej wisiały sukienki, spódniczki, bluzy, kombinezony, narzutki i inne rzeczy tego typu, na wprost wisiały spodnie, t-shirty oraz swetry. W dodatku pod ukosem pomiędzy prawą ścianą, a tą na wprost mieściło się wysokie lustro. Łazienka również nie należała do małych. Po lewej blat z umywalką i lustrem na całej długości, na wprost ogromna wanna wyglądająca trochę jak jacuzzi do której prowadziły dwa schodki, koło niej kibelek, a po prawej przestrzenny prysznic z przeźroczystymi szybami, które można było sprawić, że robiły się nieprzejrzyste. Dla większego relaksu w suficie znajdował się głośnik, żeby można było słuchać muzyki. Łazienka była w odcieniach beżu i brązu, pokój był jasno szary, a w garderobie przez to że szafki zajmowały całą długość ścian, nie było widać ich koloru. Natomiast podłoga była wszędzie z ciemnego brązu, jedynie w łazience składała się ona z kafelek pod kolor ścian. Zapomniałam chyba jeszcze tylko wspomnieć, że na środku pokoju leżał biały puchaty dywan.
    Rzuciłam plecak koło biurka, a następnie opadłam na łóżko głośno wzdychając. Miałam już dość tego dnia, a to dopiero jego połowa. Czeka mnie jeszcze impreza na którą ani trochę nie mam ochoty. Znaczy, mam ochotę na imprezę, bo na nią zawsze mam ochotę, ale nie koniecznie u Niall'a. Nie rozumiem tych wszystkich ludzi ekscytujących się na myśl o każdej imprezie u tego dupka. Dobra, przyznaję, nigdy nie byłam na żadnej z jego imprez, ale to tylko dlatego, że go nie lubię i nie mam ochoty oglądać jego ohydnej twarzy. Masakra. Dobra koniec tego rozmyślania. Wyjęłam telefon z kieszenie jeansów i go odblokowałam. Standardowo czekała na mnie tona nowych powiadomień. Nowi obserwatorzy na instagramie, tona nowych lajków i komentarzy w których ludzie błagali mnie o choć chwilę uwagi. Sorry, ale mam ciekawsze rzeczy do robienia. Na facebooku w sumie było podobnie. Pierwszaki już zaczęły zapraszać ludzi ze starszych lat chcąc uchodzić za tych fajnych. Żałosne. Jednak jedno z zaproszeń przykuło moją uwagę. Było od Brendan'a. Weszłam na jego profil i pierwszą rzeczą która rzuciła mi się w oczy był jego rocznik. Byliśmy w tym samym wieku, a już się bałam, że będzie młodszy. Następnie weszłam na jego zdjęcia których nie było za wiele. Głównie przedstawiały one jego byłą drużynę piłkarską. Skończyło się na tym, że wylogowałam się, a jego zaproszenie było jedynym, które przyjęłam. Ostatnią aplikacją z której miałam powiadomienie był whatsapp. Wraz z przyjaciółmi utworzyliśmy grupę w której pisaliśmy praktycznie o wszystkim i niczym. Tym razem jednak powiadomienie nie dotyczyło nowej wiadomości, a nowego członka. A dokładniej tego, że Josh dodał do grupy Bren'a. Trzeba przyznać, że nowy szybko wtopił się w naszą ekipę. Kliknęłam w miejsce przeznaczone do pisania chcąc napisać krótką wiadomość.
Alex: Coś czuję, że poczuję się źle dziś wieczorem.
Lily: NAWET SIĘ NIE WARZ!!! 
Ryan: Potrzebujesz podwózki do lekarza?
Lily: Podwózki to dopiero będzie potrzebować jak nie pojawi się dziś na imprezie. Obiecałaś!
Alex: Ale mi się nie chceeeeeee.
Josh: Kłamca.
Alex: Zdrajca.
Dayl: Dorośnijcie.

Dean: Hahaha kto to powiedział.
Alex: Haha Dayl jak zawsze "dorosły".
Dayl: Nie odzywam się do was.
Cian: Kochanie nie smuć się już do ciebie idę.
Josh: Lol.
Lily: Lol to był modny pół wieku temu.
Josh: Lol.
Lily: Nie denerwuj mnie!
Josh: Lol.
Lily: Josh!
Josh: Lol. 
Lily: Przyrzekam, że jak cię spotkam to zabiję.
Josh: Lol.
Alex: Przypomnijcie mi, dlaczego ja się z wami zadaję?
Dayl: Kochasz mnie!
Cian: Zdradzasz mnie?!?!?!
Alex: Wychodzę stąd.
    Schowałam telefon z powrotem do kieszeni z zamiarem zejścia na dół po coś do jedzenia.
    W kuchni zastałam moją ciotkę krzątającą się po kuchni. Usiadłam na jednym ze stołków przy wysepce i zaczęłam się jej przyglądać bo akurat stała do mnie tyłem. Miała na sobie zwykłe ciemne jeansy, a do tego białą bokserkę. Jej brązowe loku jak zawsze luźno opadały na jej ramiona. Jak na 30 lat miała figurę modelki. Nie musiała się odwracać żebym wiedziała, że jej duże, brązowe oczy okalały długie rzęsy delikatnie muśnięte maskarą, brwi jak zawsze cienkie i uniesione ku górze, a wąskie usta subtelnie pokrywała cienka warstwa różowego błyszczyka. Nigdy nie lubiła mocnego makijażu. Pomimo tego, że była młodszą siostrą mojej mamy, nie była ani trochę do niej podobna. Miała 163 cm wzrostu co czyniło ją wyższą ode mnie o jedyne 3 centymetry, oraz niższą o jakieś 10 od mojej mamy. Jej twarz była raczej trójkątna i lekko pociągła, niż okrągła jak jej siostry. Z figury też się różniły. Mama miała kobiece krągłości, za to ona była tak chuda, że czasem mogłaby robić za wieszak jednak i tak urodą przyciągała uwagę tysiąca mężczyzn. Najbardziej rzucającą się różnicą jednak były włosy. Ciocia była ciemną brunetką, za to mama miała niemal białe platynowe włosy. Co do charakteru nie było wątpliwości, że były podobne. Obydwie były wesołymi i wyluzowanymi imprezowiczkami.
    Jenna odwróciła się do mnie przodem, a na mój widok pisnęła i lekko podskoczyła łapiąc się za klatkę piersiową.
    - O mój borze. Kiedy wróciłaś?
    - Jakieś pół godziny temu.
    - Musiałam nie słyszeć, przepraszam.
    - Nie ma sprawy. Następnym razem kupie sobie megafon, żebyś zawsze słyszała jak krzyczę, że wróciłam.
    - Byłam w garażu.
    - Myślałam, że to ja jestem w tym domu od zabaw w mechanika. - zaśmiałam się.
    - Nie śmieszne. - przewróciła na mnie oczami. - Byłam odebrać twój samochód.
    - Już go naprawili?
    - Dzwonili dziś rano, że jest do odbioru więc pomyślałam, że cię wyręczę.
    - Dzięki.
    - Nigdy więcej nie jeździsz po pijaku. - zagroziła mi palcem.
    - To było tylko raz!
    - I ten raz kosztował mnie fortunę na naprawę kawałka blachy.
    - Nie obrażaj mojego auta.
    - Tak jest szefowo. - zasalutowała na co obie się zaśmiałyśmy.
    - Ciociu?
    - Tak?
    - Co cię wzięło na gotowanie? - zmarszczyłam nos patrząc za nią na gotujące się nie wiadomo co.
    - Stwierdziłam, że skoro mam chwilę wolnego to zrobię nam coś smacznego.
    - To się pali. - powiedziałam ciągle patrząc za nią.
    - Słucham?
    - To coś na kuchence się pali. - wskazałam palcem na garnek z którego dosłownie wystawały płomienie. Ciocia pisnęła i w mgnieniu oka wyłączyła kuchenkę, a następnie zgasiła swój obiad gaśnicą, którą zawsze trzymamy w szafce obok piekarnika i kuchenki.
    - To co, zamawiamy pizzę czy chińszczyznę? - zapytałam schodząc z krzesła i podchodząc do lodówki na której były przywieszone różne ulotki.
    - Pizza?
    - Dobry wybór.
    Nie ma co, moja ciotka, jak i ja, byłyśmy okropnymi kucharkami. Dostawcy jedzenia z okolic zapewne znali już nasz adres na pamięć.
    Nie trzeba było czekać długo, aż pizza pojawiła się w naszym domu, dzięki czemu szybko zjadłam swoją część i zajęłam się szykowaniem na imprezę. Tradycyjnie jako pierwsze wzięłam prysznic i zmyłam wcześniejszy makijaż. W samym ręczniku przeszłam do garderoby i zaczęłam przeglądać sukienki jakie miałam w posiadaniu. Wiedziałam, że na imprezach Niall'a bywa cała szkoła więc nie było mowy o założeniu dresów i byle jakiej bluzki. Ostatecznie zdecydowałam się na czarną, obcisłą sukienkę na grubych ramiączkach sięgającą mi trochę za tyłek, do tego duży, ciężki srebrny naszyjnik i wysokie czarne obcasy. Ubrana już w wybrane rzeczy usiadłam przy toaletce zabierając się za robienie makijażu. Na oczy nałożyłam jasne beżowe cienie i zrobiłam wyrazistą kreskę, a usta pomalowałam bordową pomadką. Włosy tradycyjnie zakręciłam i roztrzepałam palcami tworząc artystyczny nieład. Gotowa usiadłam na łóżku i sprawdziłam telefon. Miałam jeszcze kilka minut do przyjazdu chłopaków więc postanowiłam na szybko przeczytać co ominęło mnie na whatsapp. Oczywiście nic ciekawego tylko masa bzdurnych wiadomości na grupie. Usłyszałam trąbienie co oznaczało, że moja podwózka już jest. Założyłam szpilki oraz skórzaną ramoneskę, ostatni raz przejrzałam się w lustrze, a następnie zeszłam na dół kierując się do wyjścia. Krzyknęłam jeszcze tylko, że wychodzę, schowałam klucze do jednej z kieszeni kurtki i wyszłam na zewnątrz. Nie było chłodno, ale też nie za ciepło więc cieszyłam się z decyzji ubrania kurtki. Przed bramą stał sporych rozmiarów Land Rover Evoque w odcieniu ciemnej szarości. Otworzyłam tylne drzwi i wsiadłam do środka witając się ze wszystkimi. Obok mnie siedziała Lily, przede mną Josh, a za kierownicą Brendan. 
    - Hejka mała, właśnie opowiadałem jak Bren zmiażdżył na treningu Niall'a. - blondyn odwrócił się do mnie przodem z wielkim uśmiechem na twarzy.
    - Bez przesady. - burknął nasz kierowca ledwie słyszalnie.
    - Został naszym głównym bramkarzem. Trener był pod wrażeniem. Gdybyś tylko to widziała. - ciągnął podekscytowany. - Obronił każdą jego piłkę. Rozumiesz każdą. Nikt w historii naszej drużyny nie słyszał o osobie która dałaby radę obronić piłkę Horan'a. Na bank wygramy ten sezon.
    - Gratuluję. - zwróciłam się do szatyna na co on spojrzał na mnie we wstecznym lusterku, a nasze spojrzenia na chwilę się spotkały. 
    - Czyli od teraz jesteś w drużynie? - Li odezwała się przesiadając się na środek i wychylając głowę pomiędzy przednimi siedzeniami. - Super. Nie będziesz mógł opędzić się od dziewczyn. Oczywiście, jeśli uprzednio Niall nie zmasakruje ci twarzy.
    - To raczej mało prawdopodobne. - odezwałam się, a dwójka moich przyjaciół dziwnie na mnie spojrzała. W samochodzie zapadła dziwna cisza, nawet brunetka z powrotem usiadła na swoim miejscu, a Josh ponownie usiadł poprawnie na siedzeniu. Nie wiedziałam jak długo będziemy jeszcze jechać, a nie zamierzałam też spędzić reszt drogi w samochodzie gdzie panowała niezręczna cisza, nawet nie wiem czemu. Jednak zanim zdążyłam się odezwać, ciszę przerwała osoba po której najmniej bym się tego spodziewała. 
    - Na jakie zajęcia wy chodzicie? - zapytał Brendan.
    - Ja jestem cheerleaderką. - od razu ożywiła się Lily ponownie zmieniając swoje miejsce i zaczynając paplać o jej sporcie i całej drużynie. W naszej szkole panowały durne zasady według których każdy uczeń powinien uczęszczać na minimum jedne zajęcia pozalekcyjne. Super. Na szczęście nie musieliśmy zbyt długo słuchać paplaniny Li, bo dzięki podpowiedziom Josh'a w którą stronę jechać, szybko znaleźliśmy się na miejscu. Trzeba też przyznać, że Brendan nie należał do wolnych kierowców.
    Niall mieszkał na obrzeżach miasta w wielkiej, białej willi. Przed domem znajdował się sporych rozmiarów parking i z tego co wiem to za domem był ogród z basenem. Nie zdziwił mnie jednak widok willi od której biło bogactwo, raczej zdziwił mnie fakt, że nie było żadnego ogrodzenia. W sumie to nie było tutaj żadnych sąsiednich domów, co za tym szło nikt nie mógł zadzwonić na skargę co do głośniej muzyki, a uwierzcie, była bardzo głośno. Stojąc przed domem mogłam doskonale usłyszeć muzykę lecącą z wnętrza budynku.
    Wraz z moimi towarzyszami weszliśmy do środka. Wszędzie była masa ludzi więc trzeba było się przeciskać, żeby gdziekolwiek przejść. Chłopacy wzięli ode mnie i Lili kurtki następnie znikając w tłumie wiec zostałyśmy same. Oczywiście nie stałyśmy w miejscu, gdyż brunetka chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w lewo. Jak się po chwili okazało byłyśmy w kuchni połączonej z salonem , który obecnie służył za salę taneczną, a kuchnia za bar. Chwyciłam pierwszą lepszą butelkę z alkoholem i uzupełniłam jego zawartością dwa czerwone kubeczki.
    - Idziemy na zewnątrz? - krzyknęła do mnie Li i nie czekając na odpowiedź skierowała się do wyjścia na tył domu więc poszłam za nią. Co prawda w ogrodzie nie było takiego tłoku jak w domu, ale i tak było pełno ludzi. Część z nich gadała w grupkach, inni pływali w basenie, ktoś siedział przy ognisku na końcu, za to my, ku mojemu nie zadowoleniu, skierowałyśmy się w stronę leżaków na których siedziała elity.
    - Patrzcie kto przyszedł. - Niall zaśmiał się na mój widok.
    - Luzerom wstęp wzbroniony. - dodała Selena siedząc na kolanach blondyna.
    - W takim razie co tu jeszcze robisz? - posłałam jej kpiący uśmiech, na co wszyscy się zaśmiali.
    - Słucham? - warknęła patrząc na mnie morderczym wzrokiem.
    - Złość piękności szkodzi. Chociaż tobie to już nic nie zaszkodzi. - powiedziałam tym samym znów powodując śmiech naszej małej widowni.
    - Niall zrób coś! - dziewczyna urażona uderzyła go w klatkę piersiową chcąc żeby przestał się śmiać.
    - Daj spokój to tylko żarty. - próbował uspokoić ją chłopak.
    - Żarty? Czy ty słyszysz jak ona się do mnie odzywa?
    - Wyluzuj.
    - Sam sobie wyluzuj. - Sel wstała z jego kolan i skierowała się ku wejściu do środka. - Ash, Ky, idziemy. - rozkazała, a wskazana dwójka jak na komendę wstała i ruszyła za szatynką trącając mnie po drodze ramieniem.
    - Chyba ktoś tu zgubił swoją koronę. - dodałam gdy dziewczyn już nie było. Zadowolona, że zwolniło się miejsce zajęłam je zanim ktoś inny mógłby to zrobić i wzięłam łyk swojego napoju.
    - Piąteczka. - Harry wyciągnął w moją stronę rękę wciąż lekko się śmiejąc. Przybiłam mu piątkę, bo w końcu był jedną z nielicznych osób z elity z którą w jakiś sposób się dogadywałam. Rok temu mieliśmy razem hiszpański i przydzieleni do wspólnego projektu musieliśmy się jakoś dogadać.
    - Nie sądziłem, że przyjdziesz. - Niall pochylił się do przodu opierając ręce na kolanach i trzymając w nich kubeczek z jakimś trunkiem. Na moje nieszczęście ten idiota siedział na wprost mnie.
    - Nie miałam wyboru. - odpowiedziałam zakładając nogę na nogę przez co moja sukienka podwinęła się do góry, a blondyn on razu skierował wzrok na nowo odkryty kawałek skóry.
    - Siemaneczko wszystkim - znikąd pojawił się Josh jak zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha. - Patrzcie kogo mam ze sobą. - wskazał za siebie na Dean'a i Brendan'a.
    - Hejka. - przywitał się Dean i zajął ostatnie wolne miejsce.
    - A ciebie to już w ogóle się nie spodziewałam. - Niall zmierzył Bren'a od góry do dołu złowieszczym wzrokiem na co szatyn tylko włożył ręce do kieszeni i posłał mu kpiący uśmiech.
    - Jesteście razem w drużynie więc lepiej się dogadajcie. - Harry wtrącił zanim chłopacy mieliby się pozabijać.
    - Dobra. - Horan wstał i wyciągnął rękę w stronę swojego rywala. Chłopak po chwili ją uścisnął. Obydwoje stali tak nic nie mówiąc tylko patrząc się w swoje oczy. Żyły na ich przed ramionach coraz bardziej się uwidaczniały co świadczyło tylko o tym, że obydwoje wzmacniają swój uścisk.
    - To na mnie już czas. - przerwałam wstając. - Zdecydowanie za dużo testosteronu.
    - Dopiero przyszłaś. - Niall w końcu puścił rękę Brendan'a i obydwoje spojrzeli na mnie.
    - Odwieźć cię? - zapytał ten drugi.
    - Oszaleliście? Nie zamierzam wracać do domu, po prostu nie zamierzam tu dłużej z wami przebywać.
    Odeszłam nie czekając na kogokolwiek odpowiedź. Weszłam z powrotem do domu właściwie nawet nie wiedząc po co. Rozejrzałam się po wnętrzu. Ryan gadał z jakąś dziewczyną przy barze, a Dayl z Cian'em popisywali się swoimi umiejętnościami tanecznymi na środku parkietu. Znaczy Dayl się popisywał, a Cian robił z siebie idiotę bo tańczyć to on nie umie. Stwierdziłam, że przejdę się po domu i zobaczę co ciekawego można tu robić, w końcu wszyscy moi znajomi byli zajęci. Chcąc wyjść z salonu poczułam czyjeś ramiona oplatające mnie od tyłu i ciepły oddech na karku.
    - Hej mała.
    Odwróciłam się doskonale wiedząc do kogo należy tan głos. Przede mną stał Brad, dobry kumpel z dawnych lat, a właściwie to łóżkowy kumpel. Jeszcze rok temu nie mając nic ciekawego do robienia byliśmy swoimi partnerami do łóżka. Działało to w dość prostu sposób, gdy któreś z nas miało ochotę na seks dzwoniło do tej drugiej osoby i ustalaliśmy kto do kogo przychodzi. Przynajmniej nie musieliśmy latać po klubach szukając zdesperowanych osób, albo wykorzystywać kogoś zupełnie pijanego na jednej z domówek. Oczywiście tamta relacja to już przeszłość. Podczas wakacji Bradley wyjechał na rodzinne wakacje podczas których jakaś dziewczyna wpadła mu w oko i gdy wrócił stwierdziliśmy, że na razie dajemy sobie spokój. Poznaliśmy się rok temu na chemii i połączyło nas niezrozumienie do tego przedmiotu. No i godziny karne spędzone w szkole po tym jak podczas jednego z eksperymentów prawie wysadziliśmy całą klasę w powietrze. Po tamtym zdarzeniu nie tylko zostaliśmy swojego typu znajomymi, ale też dostaliśmy zakaz uczęszczania na chemię.
    - Hej. Nie wiedziałam, że będziesz.
    - Kochana, czy ja kiedykolwiek odpuściłem sobie jakąkolwiek imprezę?
    - No tak przecież to ty.
    - Jestem królem imprez! - wykrzyczał rozkładając ręce i wylewając przy tym swojego drinka.
    - Jesteś pijanym królem imprez. - poprawiłam go bo nieźle było czuć od niego alkohol.
    - Trudno. Chodź zatańczyć. - wyrzucił plastikowy kubeczek gdzieś na ziemię i chwytając mnie za rękę pociągnął w tłum tańczących osób.
    Można powiedzieć, że przetańczyliśmy ze sobą jakieś 3/4 imprezy. Oczywiście z przerwami na picie więc byliśmy dość pijani. Cały czas się śmialiśmy, tańczyliśmy i całowaliśmy. Oczywiście wszystko bez zobowiązań. Nawet nie wiem w którym momencie straciłam swoje buty.
    Było jakoś po trzeciej, a większość imprezowiczów albo sobie poszła, albo zasnęła gdzie popadło. Wychodziłam z łazienki chwiejnym krokiem kierując się na zewnątrz z nadzieją, że to właśnie tam znajdę swoich znajomych. Gdy mijałam schody akurat schodziła z nich Lily.
    - Właśnie miałam cię szukać. Chodź na górę.
    Bez zastanowienia poszłam za przyjaciółką. Po przejściu schodów ruszyłyśmy na lewo i weszłyśmy do ostatniego pokoju. W środku na podłodze w kółku siedzieli dokładnie ci których miałam szukać, a dokładniej Josh, Dayl, Cian, Brendan, oraz ci których nie zamierzałam spotkać, Niall, Harry, Liam, Selena, Ashley, Luke i Mike. Wraz z Li usiadłyśmy dołączając do reszty.
    - To jak, gramy? - zapytał dość mocno nawalony Harry kładąc na środku pustą butelkę.
    - Najpierw ustalmy zasady. - zarządził Mike. - Gramy tylko na zadania i jeśli ktoś nie zamierza go robić musi ściągnąć z siebie jakąś rzecz.
    Na jego słowa wszyscy przytaknęli, więc Harry jako pierwszy zakręcił butelką. Jej szyjka wskazała na Liam'a.
    - Wyzywam cię żebyś obmacał jakąś dziewczynę. - wybełkotał Styles.
    Liam bez zastanowienia chwycił za piersi siedzącą koło niego Selenę, na co od razu było słychać mocne uderzenie i brunet skończył z ręką dziewczyny odbitą na policzku. Od razu jednak zakręcił. Wypadło na Michael'a który miał się rozebrać i przebiec po domu i ogrodzie krzycząc jestem bogiem. Oczywiście to Mike więc szybko pozbył się ubrań i wykonał zadanie. Następnie był Brendan, który miał wykonać stójkę na beczce bez niczyjej pomocy i nie wiem ile on czasu spędza na siłowni, ale wykonał zadanie bez problemu. Gra toczyła się w najlepsze, a podczas niej wszyscy świetnie się bawili pomimo tego, że niektórzy nie szczególnie za sobą przepadali, z resztą nic dziwnego w końcu wszyscy byli tak pijani, że nikogo nie obchodziło z kim i co robi. Podczas gry byłam jedyną osobą, która zdjęła z siebie coś za karę i tym czymś był mój naszyjnik, gdyż nie zamierzałam pozbywać się sukienki, a to wszystko tylko dlatego, że nie chciałam całować się z Niall'em. Bywa. Było coś koło piątej nad ranem, gdy skończyliśmy gdyż Mike z Lily skończyli z głowami w muszli klozetowej przez nadmiar wypitego alkoholu, a reszta najzwyczajniej odpłynęła i obecnie spała gdzie popadnie. Rozejrzałam się po pokoju i zdałam sobie sprawę, że jestem jedyną osobą, która jeszcze nie zasnęła. Selena spała na łóżku pomiędzy Niall'em i Luke'iem, Harry spał w ich nogach, Cian na biurku, a na nim Dayl, który wyglądał jakby zaraz miał z niego spaść, Dean na środku podłogi z Josh'em, który nie wiedzieć czemu miał głowę wetkniętą w jego tyłek, a Ashley spała na kanapie. Rozglądając się tak po pokoju, siedziałam na podłodze wciąż w tym samym miejscy z wyciągniętymi przed siebie nogami na których ostatecznie spoczął mój wzrok. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że zgubiłam gdzieś swoje buty. Wstałam i chwiejnym krokiem wyszłam z pokoju w celu odnalezienia ich. Nie wiem jak, ale jakoś udało mi się zejść ze schodów nie zlatując z nich. Skierowałam się w stronę salonu i kuchni w których spędziłam najwięcej czasu. Pokój jak i cały dom był zawalony śpiącymi ludźmi, czerwonymi kubeczkami i pustymi butelkami po alkoholach. Oczywiście wszystko to walało się na podłodze bo gdzież by indziej. Niezdarnie przeszłam po wybranym przez siebie pomieszczeniu rozglądając się za obuwiem i jednocześnie starając się nie nadepnąć nikogo. Jednak na nic się to nie zdało. Ostatecznie stanęłam na środku wzdychając z rezygnacją. Jeszcze raz obróciłam się rozglądając po pokoju, gdy natrafiłam wzrokiem na siedzącego na dworze Brendan'a. Bez zastanowienia ruszyłam w jego kierunku potykając się po drodze o jakieś rzeczy.
    - Heeeej Brennnn - wybełkotałam stając w drzwiach i opierając się o futrynę.
    - Wciąż jesteś pijana. - odpowiedział dokładnie mi się przyglądając i marszcząc przy tym brwi. Ruszyłam w jego stronę i usiadłam na leżaku obok niego.
    - Nie prawda. Tylko odrobinkę. - pokazałam mu małą ilość na palcach wymachując mu nimi przed twarzą.
    - Dobrze się czujesz?
    - Zgubiłam swoje butki. - wyciągnęłam przed siebie nogi i wskazałam na swoje stopy.
    - Poczekaj tu na mnie, a ja ich poszukam. - wstał odkładając pustą już butelkę wody na stolik obok.
    - Dobrze. - odpowiedziałam dziecięcym głosem po czym się oparłam. No nie dosłownie. Zapomniałam, że siedzę bokiem na leżaku, a za mną nie ma oparcia więc gdy odchyliłam się do tyłu przeleciałam na drugą stronę lądując plecami na ziemi i nogami na leżaku. Zdążyłam tylko zauważyć jak Brendan stara się mnie szybko chwycić co mu się nie udało. Przez to, że byłam pijana zaczęłam się śmiać z samej siebie, gdy chłopak pomagał mi wstać.
    - Może lepiej zostanę z tobą. - powiedział mój pomocnik sadzając mnie z powrotem na poprzednim miejscu.
    - Ja chcę jeszcze raz! - wykrzyknęłam wyrzucając ręce w górę i odchylając się w tył, jednak tym razem chłopak mnie złapał i nie pozwolił upaść.
    - Albo odwiozę cię do domu. - pomógł mi wstać i skierował się do wejścia wiedząc, że za nim idę.
    - Dobrze tato.
    Trzeba przyznać, że nie tylko moja pamięć i koordynacja nawaliły, ale też i wzroki. Bren przeszedł przez szklane drzwi, a ja idąc kawałek za nim z boku z impetem weszłam w szybę obok wejścia odbijając się od niej i po raz kolejny prawie lądując na ziemie.
    - Nie można spuścić z ciebie oka nawet na moment. - westchnął szatyn pomagając odzyskać mi równowagę. Nie muszę chyba mówić, że cały czas śmiałam się z zaistniałej sytuacji. Ostatecznie chłopak podniósł mnie i zaczął iść przed siebie.
    - Jesteś moim rycerzem na białym koniu. - zachichotałam kładąc głowę na jego ramieniu. - Gdzie idziemy?
    - Odwiozę cię do domu.
    - Czy to oznacza, że będziemy się pieprzyć.
    - Nie.
    - To dobrze, bo pewnie leżałabym sztywno jak kłoda. - usłyszałam śmiech chłopaka na co uderzyłam go w klatkę piersiową.
    - Czyżbyś była dziewicą. - w jego głosi mogłam usłyszeć wesołą nutkę.
    - Nie, ale w takim stanie nie lubię się pieprzyć. Zresztą na dziś mam dość upadków.
    Brendan otworzył drzwi od swojego samochodu i posadził mnie na miejscu pasażera. Sam obszedł auto i zajął miejsce po mojej lewej. Usłyszałam odgłos odpalanego silnika i widziałam jak oddalamy się od posiadłości Horan'a, następnie zamknęłam oczy i po prostu zasnęłam z głową opartą o szybę.
   

sobota, 20 lutego 2016

ROZDZIAŁ 1

    Przede mną kolejny rok do zmarnowania w tym cholernym budynku. Budynku znienawidzonym przez wszystkich nastolatków. No dobra, nie wszystkich, ale o tym później. Mowa oczywiście o szkole. Nowoczesny budynek z wypasionymi salami, bardzo dużym boiskiem i innymi pierdołami. Oczywiście nie zabrakło też dziedzińca z parkingiem przed szkołom na którym wszyscy się witali po dwóch miesiącach rozłąki. Dwa piękne miesiące. Wakacje zdecydowanie powinny trwać dużo dłużej. Z resztą nie ważne. Jeszcze wszystko się dobrze nie zaczęło, a ja już mogłam zobaczyć tworzące się grupki. Przy samych schodach jak zawsze stała szkolna elita. Banda snobów i tyle. Ich rodzice są bogaci więc myślą, że wszystko im wolno. Poza tym to głównie cheerleaderki i chłopacy z drużyny piłkarskiej, czytaj ulubieńcy szkoły. Udało mi się wejść do szkoły niezauważoną za co przybiłam sobie mentalną piątkę. W budynku nic się nie zmieniło. Te same korytarze, te same szafki, te same klasy. W oczy rzuciło mi się kilka nowych twarzy. Pierwszaki. Nowe dzieciaki mające nadzieję dostać się do elity. Żałosne. Oh, jakie będzie ich rozczarowanie gdy dowiedzą się że zostały wykorzystane i zmieszane z błotem.
    Poczułam jak ktoś na mnie wpada omal nie przewracając na podłogę. Drobne ramiona obejmowały mnie mocno, a w uchu słyszałam cieniutki pisk. No tak Lily, moja przyjaciółka. Była jedną z tych słodkich dziewczyn które wypłakują się na filmach, wzdychają na widok kotków i dostają orgazmu na widok faceta bez koszulki oraz ekscytują się absolutnie wszystkim. Li miała długie ciemne włosy, niemal tak długie jak jej nogi, które przyciągały uwagę wszystkich chłopaków zwłaszcza gdy miała na sobie krótkie spodenki. Jej duże brązowe oczy sprawiały, że miałam ochotę jej je wydłubać i zabrać dla siebie, a uśmiech zarażał wszystkich wkoło. Figury zazdrościła jej większość szkoły, była perfekcyjna. Dziewczyna była jedną z cheerleaderek przez co kwalifikowała się do elity, jednak to mi nie przeszkadzało bo w porównaniu do reszty była normalna. Co najciekawsze była pierwszą osobą którą poznałam w tej szkole. Pamiętam jakby to było wczoraj. Był to mój pierwszy dzień w tej szkole. Przez przypadek przytrzasnęłam jej włosy drzwiczkami od szafki gdy całowała się z jakimś chłopakiem, a gdy próbowałam je otworzyć niechcący przywaliłam jej tymi samymi drzwiczkami w nos przez co wylądowałyśmy u pielęgniarki. Na szczęście nie miała mi tego za złe i dość szybko się zaprzyjaźniłyśmy.
    - Alex, jak dobrze cię widzieć. - powiedziała nie umiejąc ustać w miejscu z powodu ekscytacji. Wyglądała jakby zaraz miała eksplodować, a szeroki uśmiech miał jej rozerwać twarz.
    - Nie widziałyśmy się raptem dwa tygodnie. - odsunęłam się od niej jednocześnie ruszając w stronę auri na której jak zawsze z okazji rozpoczęcia roku dyrektor wygłaszał swoja tandetną mowę.
    - Wiem, ale czuję jakbyśmy się nie widziały wieczność. - westchnęła idąc ze mną ramię w ramię.
    - Jak było na obozie? - wspomniałam już, że Li była na obozie dla cheerleaderek, który jest organizowany co roku pod koniec wakacji?
    - Wspaniale! - podskoczyła uśmiechając się jeszcze szerzej o ile to w ogóle możliwe. - Ale cierpiałam na brak facetów.
    - Czyżby? - spojrzałam na nią z uniesionymi brwiami, bo za dobrze ją znałam, żeby uwierzyć w jej słowa.
    - No dobra, był taki jeden. Trener drużyny z Nowego Jorku.
    - Ile razy się przespaliście? - usłyszałam koło siebie radosny męski głos.
    Dean objął ramionami mnie i Lily idąc pomiędzy nami. Przez jego gest większość dziewczyn, które mijaliśmy miała chęć mordu w oczach. Nie rozumiałam dlaczego wszystkim dziewczynom miękną kolana na widok uśmiechu Dean'a, uśmiech jak każdy inny. Blondyn miał niecałe 180 cm wzrostu, włosy jak zawsze postawione ku górze, koszulę rozpiętą do poły przez co widać było część jego torsu, czarne rurki oraz czarne conversy za kostkę. Sylwetkę jak przystało na sportowca miał świetną, w końcu był jednym z członków szkolnej drużyny piłki nożnej. Uprzedzając wasze pytania, tak należał do elity i nie, nie mam tylko przyjaciół którzy do niej należą.
    - Tylko raz. - odpowiedziała Li na wcześniejsze pytanie. - No może dwa, albo i więcej. - dodał już ciszej.
    - Nie nadawałabyś się do klasztoru. - zaśmiał się chłopak. To akurat prawda. Pomimo tego, że Lily robiła za słodką dziewczynkę, prawda była taka, że umiała owinąć sobie każdego w okół palca, a chłopaków zmieniła jak rękawiczki. Z jednym była, z drugim spała, a z trzecim umawiała się na spotkanie. 
    - A czy którekolwiek z nas by się nadawało? - zapytałam tym samym kończąc naszą rozmowę.
    Pchnęłam duże dwuskrzydłowe drzwi wchodząc do auri. Sporo miejsc było już zajętych. Na scenie znajdowała się mównica, a cały pierwszy rząd był zajęty przez nauczycieli. Rozejrzałam się po sali zauważając przy tym machającego do nas Ryan'a więc szturchnęłam pozostałą dwójkę i ruszyłam w jego stronę.
    Ryan był nieco wyższy od Dean'a, różnica ich wzrostu wynosiła może jakiś dwa centymetry. Również, nie był tak napakowany jak blondyn jednak trzeba było przyznać, że był umięśniony. Pomimo tego, że nie grał w piłkę nożną uwielbiał biegać. Z tego co wiem, codziennie rano wstawał dwie godziny wcześniej i biegał minimum osiem kilometrów. Podziwiam go, ja ledwo wstaję pół godziny przed szkołą. Poza jego zamiłowaniem do biegania, kochał muzykę. On i jego gitara to para nierozłączna. Miał talent do grania, z resztą głos też miał świetny. Jego biletem wstępu na nasze ogniska na plaży było jego ukochane drewniane pudło z paroma linkami, bez niego nie pozwalaliśmy mu przychodzić bo w końcu kto nie lubi pośpiewać przy ognisku. Co do wyglądy, miał brązowe, lekko kręcone, przydługie włosy, duże oczy, był jednym z tych na których widok mogły by wzdychać dziewczyny. Wygląd idealny, charakter też, na gitarze gra, więc pojawia się pytanie gdzie są te tłumy dziewczyn. Otóż Ryan jest największym kujonem w szkole. Jeśli szukasz kogoś z perfekcyjną średnią i brakiem punktów karnych to właśnie ci go przedstawiam. Oczywiście ludzie w naszej szkole nie przepadają za kujonami, wolą sportowców, którzy mają kasę i popularność. No i wygląd bo w końcu mamy XXI wiek. Jednak Ryan'owi to nie przeszkadzało, a że przyjaźnił się z Dean'em i Lily, miał wstęp na wszystkie imprezy.
    Gdy wszyscy, w mniemaniu nauczycieli, byli już obecni, dyrektor wszedł na scenę i zaczął wygłaszać przemowę mającą na celu przypomnieć nam co wolno, a czego nie, oraz czego się od nas oczekuje. Po tym zostaliśmy wysłani na lekcje. Powiedziałam przyjaciołom, że muszę iść jeszcze do szafki po czym opuściłam ich i ruszyłam szybkim krokiem w wyznaczonym przez siebie kierunku. Idąc korytarzem i przeciskając się pomiędzy uczniami śpieszącymi się na lekcje, kątem oka zobaczyłam znajomą mi twarz. Zaczepiłam idącego chłopaka, tym samym zwracając na siebie jego uwagę. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, tak jak i na mojej. Przytulił mnie jednocześnie podnosząc i kręcąc się w kółko. To nie było dla niego nic trudnego. W końcu był ode mnie wyższy o jakieś dziesięć centymetrów, a godziny spędzone na siłowni sprawiały że z łatwością mógł mnie unieść. Jak nie spędzał wolnego czasu na siłowni, to spędzał go na tańczeniu  breakdance. W końcu to była jego pasja, jak i śpiew, ale akurat tą pasję, jak i talent, wolał zostawić dla naszej małej ekipy. Oczywiście mowa tutaj o Dayl'u. Drugiej co do najniższych osób w naszej paczce. Chłopak robił za naszego błazna. Rzadko zachowywał powagę, wolał cały czas się wygłupiać i doprowadzać wszystkich do łez. Oczywiście czasem też był irytujący, jak na przykład w tedy gdy zmieniał głos na bardzo piskliwy. Nienawidziłam tego. Jednak poza tym był świetną osobą. Nie można było się z nim nudzić. Zawsze pełen pozytywnej energii, którą wszystkich zarażał. Miał ciemne brązowe włosy postawione ku górze, ciemne brązowe oczy, zaraźliwy uśmiech i jak przystało na niego, miał biały t-shirt, czarne jeansy, koszulę w kratę zawiązaną w pasie oraz białe adidasy. W porównaniu do wężyka który zaczął się robić wcześniej gdyż Ryan'a poznałam po przez Dean'a, a Dean'a przez Lily, tak pomimo tego że Dayl jest od dziecka przyjacielem pozostałej dwójki chłopaków, poznałam go sama. Oczywiście ja nie mogę poznawać normalnie osób. Wpadliśmy na siebie odbywając swoje kary po lekcjach szkolnych. Naszym zadaniem było umycie wszystkich okien. Gdy poszliśmy po lekcjach do składziku od woźnego przez przypadek urwała nam się klamka w drzwiach. Czytaj, weszliśmy do środka po potrzebne nam rzeczy, a gdy sięgałam po płyn który stał dość wysoko zamiast go zdjąć pudełko na którym stałam się zachwiało przez co spadłam szarpiąc przy okazji za szafkę. Spadając zatrzasnęłam drzwi, a szafka oderwała klamkę. Przez dość długi czas próbowaliśmy się wydostać, a że nic nie działało to wpadliśmy na pomysł podważenia drzwi z zawiasów i ich wyjęcia. Gdy próbowaliśmy je podważyć, miotłom co było moim pomysłem, woźny otworzył drzwi od zewnątrz w momencie w którym miotła się złapała, a jeden z jej trzonków poleciał na wprost rozbijając przy tym okno. Po tym zdarzeniu za karę musieliśmy siedzieć przez miesiąc w kozie po lekcjach, a nasi rodzice musieli zapłacić za szkody. Spędziwszy kilka godzin w składziku, oraz spędzając po trzy godzinny dziennie ze sobą, mieliśmy dużo czasu żeby dobrze się poznać.
    - Gdzieś ty się podziewał całe wakacje?! Ostatni raz widziałam cię na imprezie, która je rozpoczynała.
    - Całe wakacje spędziłem w Irlandii u rodziny. - chyba zapomniałam wcześniej dodać że Dayl pochodzi z Irlandii.
    - I nie dałeś znaku życia przez całe wakacje!?
    - Wiesz jak beznadziejny jest zasięg u mojej babci na wsi. To były dwa miesiące tortury. Zero znajomych, zero dziewczyn, zero imprez, zero wifi, zero zasięgu. Tam nic nie ma! - wymachiwał rękoma na wszystkie strony zwracając tym samym na nas uwagę wszystkich osób przebywających na korytarzu.
    - No już, nie bulwersuj się tak. Złość piękności szkodzi. - zakpiłam, za co oberwałam od niego w ramię.
    - Jaką masz pierwszą lekcję? - zapytał zmieniając temat, a do mnie dopiero teraz dotarło, że nie odebrałam jeszcze planu lekcji z sekretariatu.
    - Zobaczymy się później! - krzyknęłam i biegiem udałam się do sekretariatu po plan.
    Pani z sekretariatu nie przedłużając wręczyła mi kartkę z planem zajęć i kazała podpisać się w wyznaczonym miejscu jako dowód, że go odebrałam. Wyszłam z powrotem na korytarz udając się w stronę szafki jednocześnie spoglądając na plan. Pierwszą miałam algebrę z panem Lav.
    Zostawiłam w szafce niepotrzebne mi rzeczy po czym szybkim krokiem ruszyłam do klasy bo i tak już byłam spóźniona. Korytarze były puste i bez tych wszystkich osób pałętających się to w tą, to w tamtą wydawały się niezwykle obszerne, przez co moje kroki odbijały się echem. Gwałtownie skręciłam za róg w stronę schodów, gdyż musiałam iść na 3 piętro, ale na moje nieszczęście na kogoś wpadłam. Książki które trzymałam wypadły mi z rąk, a ja cofnęłam się parę kroków w tył. Spojrzałam wkurzona w górę na osobę z którą się zderzyłam. Gorzej być nie mogło. Przede mną stał największy dupek jaki kiedykolwiek chodził do tej szkoły. Popularny chłopczyk którego rodzice byli tak bogaci, że kasa wylatywał im z kieszeni. Wszyscy chłopacy starali się być jak on, a dziewczyny dosłownie wskakiwały mu do łóżka zawsze licząc na coś więcej. Za to ja, za każdym razem gdy go widziałam miałam ochotę zmasakrować mu tą jego obrzydliwie śliczną buźkę. Był wyższy ode mnie o ponad 20 centymetrów. Na moje oko miał jakieś 186 wzrostu. Sylwetka sportowca, w końcu kapitan drużyny. Ramiona pokryte liczną liczbą tatuaży. Mowy tutaj oczywiście o Niall'u pieprzonym gnojku Horan'ie. Przewróciłam oczami po czym schyliłam się żeby podnieść upuszczone przeze mnie rzeczy.
    - Uważaj jak chodzisz. - powiedział i mnie wyminął chcąc iść dalej, ale go zatrzymałam.
    - Wypadałoby przeprosić. - warknęłam.
    - Słucham? - zatrzymał się z powrotem podchodząc do mnie jednocześnie posyłając mi mordercze spojrzenie.
    - W domu nie nauczyli cię kultury?
    - Czy ty wiesz z kim rozmawiasz?
    Już miałam odpowiedzieć, ale przerwał na dyrektor.
    - Dzieci, a wy czemu nie na lekcjach? Horan, to dopiero pierwszy dzień szkoły więc nie podnoś mi ciśnienia.
    - Właśnie pomagałem koleżance znaleźć klasę. - odpowiedział blondyn wskazując przy tym na mnie. - Wie pan, trzeba pomagać pierwszakom.
    - Pierwszakom? - spojrzałam na niego jak na idiotę. - Chodzę do tej szkoły od trzech lat geniuszu.
    Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ruszyłam do klasy. Gdy weszłam spóźniona zauważyłam Ryan'a i Lily  na końcu klasy. Dziewczyna wskazała na pustą ławkę pod oknem dając mi tym samym do zrozumienia, że specjalnie ją dla mnie zajęła. Pan Lav jak zawsze był nie w humorze, ale nie oberwało mi się za bardzo gdy powiedziałam, że spóźniłam się przez dyrektora. Usiadłam w ławce od razu zwracając się do Lily.
    - Dzięki.
    - Nie ma sprawy. Gdy wyczytał twoje nazwisko spławiłam jakiegoś chłopaka, bo wątpię żebyś chciała siedzieć w pierwszej ławce.
    - Jak ty dobrze mnie znasz.
    Całą lekcję słuchaliśmy regulaminu. Co roku jest taki sam, nic się nie zmienia, więc nie wiem po co go czytają i tym samym zanudzają uczniów. Strata czasu i tyle. Po algebrze miałam psychologię z ludźmi z elity. Cudownie. Pocieszeniem było to, że na tej lekcji towarzyszył mi Dayl, a Niall nie pojawił się nie pojawił. Zajęliśmy przedostatnie ławki, ponieważ cały ostatni rząd był zajęty przez kumpli Horan'a. Oczywiście jedna z ławek stała pusta i czekała, aż łaskawy książę się pojawi. Trzecią lekcją była geografia, którą miałam z Dean'em. Wybraliśmy ją tylko dlatego, że sądziliśmy, że jest łatwa. Taaa... Dean ledwo zdał z drugiej na trzecią klasę. Oczywiście standardowo zajęłam ostatnią ławkę pod oknem, a mój ukochany przyjaciel usiadł przede mną. W końcu nadszedł czas na lunch. Wraz z Dean'em poszłam na stołówkę, na której zapewne spotkamy całą resztę przy naszym stałym stoliku.
    Stołówka była dużym przestronnym pomieszczeniem, gdzie wszystko było sterylnie białe. Prawa ściana była w całości pokryta szkłem dzięki czemu był idealny widok na podwórko, za to z lewej strony znajdował się bufet w którym o dziwo można było kupić coś jadalnego. Całą przestrzeń zajmowały okrągłe stoliki wraz z metalowo-plastikowymi krzesłami. Oczywiście każdy należał do jakiejś grupki. Szkolna grupa teatralna, kujoni, elita, my, wyrzutki itd. Każdy miał wyznaczone miejsce i jego się trzymał. No mniej więcej. Większość osób się mieszało, ale jedno było pewne. Nikt nie miał prawa zająć stolika elity. Wystarczyło tylko spojrzeć się w ich stronę, żeby zostać zmieszanym z błotem.
    Dean jak to on, powiedział mi co chce, a następnie poszedł dołączyć do pozostałych zostawiając mnie samą sobie. Podeszłam do bufetu kupić zamówione przez chłopaka jedzenie, oraz wodę dla siebie bo jakoś nie szczególnie byłam głodna. Mając już wszystko na tacce, zapłaciłam kucharce i skierowałam się do stolika. Postawiłam tacę przed blondynem, który grzecznie podziękował po czym zabrał się za jedzenie.
    - Ty nic nie jesz? - zapytał Dayl prawie wypluwając frytki które miał w buzi.
    - Nie jestem głodna.
    - Alex. - Li szturchnęła mnie w ramie, żeby zwrócić moją uwagę oraz przybliżyła się jakby nie chciała żeby ktoś inny usłyszał co ma mi do powiedzenia. - Zdążyłaś już coś przeskrobać?
    - Jeszcze nie miałam czasu.
    - Jesteś pewna?
    - Lily, o co ci znowu chodzi?
    - Odkąd weszłaś na stołówkę Niall nie przestaje się na ciebie gapić i teraz chyba gada o tobie z Harry'm.
    Spojrzałam przez ramię w stronę wspomnianych osób. Faktycznie obydwoje patrzeli się na mnie i prawdopodobnie gadali jakieś niestworzone historie. Moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Niall'a. Bezczelnie zmierzyłam go wzrokiem, a następnie prychnęłam pod nosem zarzucając włosy na lewe ramię i z powrotem odwracając się w stronę przyjaciół.
    - Idąc na lekcje wpadłam na tego idiotę. - machnęłam głową w stronę blondyna, żeby chłopacy zrozumieli o kogo mi chodzi.
    - Chodzi ci o Niall'a? - zapytał Dayl.
    - A o kogo innego miałoby mi chodzić?
    - Jest całkiem spoko.
    - Mój własny przyjaciel przeciwko mnie? Jak możesz!
    - Przynajmniej ja go poznałem zanim go oceniłem, nie to co ty.
    - Ciekawe kiedy. Na jednej z jego imprez gdy obydwoje byliście pijani i naćpani? - zakpiłam.
    - Może.
    - Jakoś nie szczególnie chce mi się tracić czas na poznawanie kogoś takiego jak on.
    - I to mówi osoba, która podobno nigdy nie ocenia po wyglądzie.
    - Nie oceniam go po wyglądzie tylko po zachowaniu.
    - Dobra koniec dyskusji. - przerwał Dean. - Bo zaraz się tu pobijecie.
    - Ja się nie biję! - szybko zaprzeczyłam.
    - A rok temu szczęka Ash sama się przestawiła?
    - To był tylko raz, a ona sobie na to zasłużyła.
    - Perfekcyjny prawy sierpowy. Moja krew. - Dayl wyciągnął w moją stronę rękę, na co przybiłam mu piątkę i obydwoje się zaśmialiśmy.
    - Hejka ludziska. - do stolika dosiadł się Cian.
    Cian był prawdopodobnie najwyższy z naszej paczki. Miał około 183 cm wzrostu, może nawet i więcej. Do tego pofalowane, brązowe włosy, duże zielone oczy i pełne usta. W porównaniu do pozostałej dwójki chłopaków nie był typem sportowca co można było również zauważyć po jego szczupłej sylwetce i patyczkowatych nogach. On i Dayl byli najlepszymi przyjaciółmi i trzeba przyznać, że zabawnie wyglądali idąc koło siebie, bo ich różnica wzrostu wynosiła jakieś 10 cm. Obydwoje też pochodzili z Irlandii jednak z zupełnie innych części tego kraju, więc poznali się dopiero jakieś dwa lata temu gdy Cian przeprowadził się do LA.
    Wraz z brunetem przyszedł Ryan oraz szatyn którego po raz pierwszy widzę na oczy. Był niższy od chłopaków, jednak zdecydowanie wyższy od Dayl'a, ale od niego wszyscy są wyżsi. Czy ja wiem może miał jakieś 176 cm albo coś koło tego. Czarne włosy były postawione ku górze jednak część grzywki delikatnie opadała mu na czoło. Szare oczy wydawały się przeszywać wszystkich na wylot. Był ubrany cały na czarno. Czarne rurki opinały jego nogi, ale w subtelny sposób, a nie pedalski, tak jak u niektórych chłopaków. Mogłabym powiedzieć, że jak na rurki były nawet trochę za luźne. Do tego czarna koszulka, oraz całe czarne conversy za kostkę. Miał szerokie barki, jednak nie za szerokie, co oznaczało że ćwiczy, ale nie jestem jakoś bardzo umięśniony, za to jego nogi były aż nad to. Przez spodnie można było zauważyć jego umięśnione łydki, a gdy dobrze się przyjrzało to nawet to jak bardzo jego mięśnie ud były wypracowane. Zdecydowanie musiał dużo biegać.
    - Wszyscy, to jest Brendan. - przedstawił go Ryan. - Brendan, to są wszyscy.
    - Cudownie nas przedstawiłeś. - Lily spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
    - To może ja to zrobię. - westchnęłam i zaczęłam kolejno wskazywać na osoby, które przedstawiałam. - Dean, bezmózgi sportowiec.
    - Ej! - krzyknął blondyn, ale nie zwróciłam na niego zbytniej uwagi i kontynuowałam.
    - Dayl, nasz szkolny błazen, Lily, cheerleaderka który na szczęście woli nas nisz bandę snobów i ja, czyli Alex.
    - Były kapitan szkolnej drużyny dziewczyn w piłce nożnej. - dopowiedział Dayl, a ja miałam ochotę go zamordować bo nie lubiłam jak ktoś o tym wspomina.
    - Bren, po prostu Bren. - przedstawił się szatyn zajmując miejsce na wprost mnie.
    - A teraz pytanie za 100 punktów. - klasnęłam w dłonie. - Gdzie, do cholery, jest Josh?
    - Ślini się na widok pierwszoklasistek i próbuje wyrwać jedną z nich. - odpowiedział Ryan.
    - Zakład za 10 dolarów, że któraś poleci na jego oczy. - powiedziała Lily.
    - Nie zakładam się bo każda leci na jego błękitne jak morze oczy. - dokończyłam mówić teatralnym głosem jak te wszystkie dziewczyny opowiadające o tym jakie piękne są oczy Josh'a.
    A no tak, o nim wam jeszcze nie mówiłam. Tak więc Josh jest tym słodkim blondynem z błękitnymi oczami, szerokim uśmiechem i kaloryferem na brzucho którego wiele dziewczyn uwielbia, ale nie koniecznie widzą w nim przyszłego chłopaka, raczej wolą wytargać go za policzki jak stare ciotki wnuki. Bo w końcu Josh jest taki słodziutki. Ma coś około 174 więc również nie jest za wysoki. I pomimo tego, że ma 18 lat wciąż jest dzieckiem. Całe dnie mógłby siedzieć w domu oglądając Avengers albo grając w fifę. A skoro już mowa o piłce nożnej to należy do szkolnej drużyny, jednak jak na razie częściej grzeje ławę niż gra. Może w tym sezonie coś się zmieni chociaż wątpię. Poza swoją obsesją na punkcie piłki i super bohaterów, uwielbia też biegać jak i spędzać czas na siłowni. W dodatku pomimo tego, że jego czarne rurki opinają jego nogi tag bardzo, że wyglądają jak leginsy, a w ubraniach wygląda na drobnego chłopczyka, to ma jeden z najlepszych sześciopaków z chłopaków w naszej szkole.
    - No, no, no kogo my tu mamy. - do naszego stolika podszedł Niall wraz z Harry'm i Louis'em. Stanął ze skrzyżowanymi rękoma na piersi i w raz ze swoimi towarzyszami patrzył złowrogim na Brendan'a, który z kpiącym uśmiechem na twarzy i rękoma w kieszeni również patrzył na Niall'a.
    - Nadal jesteś w drużynie czy już cię wykopali za twój brak umiejętności? - Bren bezczelnie zaśmiał się nie spuszczając wzroku z blondyna, który wydawał się wkurzyć jego pytaniem.
    - Dla twojej wiadomości jestem kapitanem.
    - Wasza drużyna na serio jest, aż tak zdesperowana, że wybrała cię na kapitana?
    - Jakbyś nie wiedział, to Niall jest najlepszy w tej szkole. - wtrącił się Louis wypinając pierś do przodu i starając się wyglądać groźniej co niekoniecznie mu wyszło.
    - Ten wasz mistrz nie był w stanie strzelić ani jednej brami gdy graliśmy na mistrzostwach krajowych.
    - To stąd cię kojarzę! - nagle wykrzyknęła Lily podskakując przy tym na krześle i zwracając na siebie wszystkich uwagę. - Pamiętam ten mecz. Niall starał się strzelić kilka bramek oczywiście posyłając same trudne piłki, a ty je wszystkie obroniłeś bez żadnego wysiłku.
    - Wiedziałam, że jesteś niedojdą, ale żeby aż taką. - zaczęłam się śmiać.
    - Zamknij się. - warknął Niall, ale nic sobie z tego nie robiłam nadal śmiejąc się z jego porażki.
    - Ojej, wielki królewicz chyba zgubił swoją koronę.
    - Kazałem ci się zamknąć! - wrzasnął uderzając przy tym o stolik z taką siłą że wszystkie rzeczy na nim podskoczyły.
    - Nie podnoś na nią głosu. - ku mojemu zdziwieniu Brendan wstał i zbliżył się do blondyna z powagą na twarzy.
    - Będę robił co mi się podoba. - Niall jeszcze bardziej przybliżył się do Brendan'a. Obydwoje zaczęli mierzyć się złowrogimi spojrzeniami. Mogłam zobaczyć jak mięśnie Niall'a rąk napinają się co nie wróży nic dobrego. Nagle blondyn wziął zamach chcąc uderzyć szatyna, a ja cicho pisnęłam wiedząc do czego zdolny jest Horan. W końcu pobił już nie jednego ucznia. Ku mojemu zdziwieniu Bren z łatwością chwycił jego rękę tuż przed swoją twarzą po czym wygiął ją tak, że blondyn padł na kolana. Co najciekawsze, wyglądał przy tym jakby w ogóle nie używał siły. Patrzałam na to ze zdziwieniem. Nie znałam Brendan'a więc nie wiedziałam jak daleko jest w stanie się posunąć, ale wiedziałam za to jedno. Jeszcze nigdy nikt nie dał rady Niall'owi.
    - Zapamiętaj sobie jedno. - powiedział ze spokojem szatyn. - Nigdy nie podnoś głosu na dziewczyny.
    Po czym popchnął go tak, że Horan wylądował na ziemi.
    - Co tu się dzieje?! - Pan Grey podszedł szybkim krokiem do naszego stolika, a następnie spojrzał na każdego z osobna. - Murray, Horan do dyrektora, ale już! A cała reszta zechce łaskawie mi powiedzieć co tu się stało.
    - Nadmiar testosteronu i tyle. - odpowiedział wzruszeniem ramion Louis. Dziwię się, że on i Harry przyszli tu z Niall'em i nie fatygowali się żeby mu pomóc. Świetni z nich przyjaciele.
    - Tomlinson, nie denerwuj mnie! - nauczyciel po raz kolejny podniósł głos, a na jego czole pojawiła się charakterystyczna żyłka, która zawsze się pojawiała gdy pan był na skraju wytrzymałości. Na szczęście już nic więcej nie mówił i sobie poszedł. Również Louis i Harry wrócili do swojego stolika.
    - Też to widzieliście? - zapytała zszokowanym głosem Li. - On tak po prostu... i on... jak?
    - To jest dobre pytanie. - przytaknęłam jej. - Cian, Ryan, skąd znacie Brendan'a?
    - Jestem z nim w parze na chemii. - odpowiedział Ryan.
    - A ja oprowadzałem go po szkole. - odezwał się Cian na co skinęłam głową na znak, że przyjęłam do wiadomości ich słowa.
    - Coś mnie ominęło? - nagle koło mnie usiadł Josh jak zawsze z szerokim uśmiechem.
    - Nowy wdał się w dyskusję z Horan'em. - powiedziałam podając mu butelkę z wodą którą chętnie przyjął.
    - Jak źle na tym wyszedł? - zadał kolejne pytanie upijając przy tym łyk napoju.
    - Niall w końcu znalazł kogoś równego sobie. - blondyn na te słowa gwałtownie wypluł wodę w prost na Dean'a, który na nieszczęście siedział na wprost niego.
    - Co?!
    - Przed chwilą Niall zwiedzał podłogę.
    - Żartujesz? Kto mu przywalił?
    - Brendan... - przeciągnęłam ostatnią literę zdając sobie sprawę, że nie znam jego naziwska. - Jakiś tam.
    - Murray. - dopowiedział Ryan za mnie.
    - Brendan Murray? Ten Brendan? To on jest w naszej szkole?
    - Znasz go?
    - Pewnie. Grał w przeciwnej drużynie na mistrzostwach krajowych rok temu. Jest najlepszym bramkarzem jakiego w życiu spotkałem. Nie przepuścił żadnej piłki. Gdzie on teraz jest?
    - Grey wysłał go do dyrektora. - do dyskusji dołączył Cian. - A teraz lepiej chodźmy bo za chwilę zaczyna się kolejna lekcja.
    - Mówiłam już, że nienawidzę szkoły? - wstałam z oburzeniem i wraz z resztą zaczęłam kierować się ku wyjściu ze stołówki.
    - Widzę, że wracamy do starych nawyków. - zaśmiał się Dean i objął mnie ramieniem. - Codziennie minimum raz to mówisz.
    - Bo to prawda.
    - Spokojnie kochanie jeszcze tylko 9 miesięcy, 29 dni i kończymy tą szkołę.
    - Przysięgam, że jak ją skończę to już nigdy więcej się w niej nie pojawię, ani w jej pobliżu. - na te słowa wszyscy się zaśmiali i zgodzili się z moimi słowami.
    Przyszedł czas na lekcje hiszpańskiego z Josh'em. Byliśmy beznadziejni z tego języka, ale musieliśmy wybrać jeden język obcy więc wybraliśmy ten bo w końcu hiszpański jest uważany z najłatwiejszy język na świecie. Oczywiście jak już pewnie się domyślacie, zajęłam miejsce w ostatniej ławce pod oknem. Zawsze, ale to zawsze, siadałam w ostatnich ławkach i zawsze przy oknie. To było moje ulubione miejsce, a jak ktoś mi je zajął to albo po dobroci mi ustępował, albo ja pomagałam mu je opuścić. Nie moja wina, że jestem upartą osobą i tak łatwo nie ustępuję. Ostatnią lekcją był wf na który teoretycznie nie musiałam uczęszczać przez moje byłe zaangażowanie w sport, ale była to moja ulubiona lekcja i nie było mowy, żebym na nią nie chodziła. Jak na złość na tej samej godzinie wf mieli ludzie z elity. Jednak plusem było to że cała moja ekipa też go miała, więc nie musiałam sama się z nimi użerać. Jak przystało na pierwszą lekcję tego przedmiotu w roku szkolnym, nauczyciel czytał nam regulamin na temat zachowań oraz sprzętów sportowych jak i zasad bhp. Tak więc nikt dziś nie ćwiczył. Jak na dzień w szkole i zmarnowane kolejnych godzin z mojego życia, to szybko minęło. Akurat byłam na dziedzińcu szkolnym wraz z Josh'em, Dean'em i Lily chcąc wrócić jak najszybciej do domu.
    - Idziecie dziś na imprezę? - zapytał wyższy z blondynów.
    - U Niall'a? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - Nie dzięki, jakoś nie mam ochoty oglądać jego twarzy.
    - Alex, daj spokój. - szturchnęła mnie Li. - On robi najlepsze imprezy, a ty jeszcze na żadnej nie byłaś. Pamiętasz jak kiedyś mi obiecałaś, że pójdziesz na chociaż jedną?
    - Ok, ale tylko dlatego, że mam ochotę się upić ze znajomymi, a wiem, że wszyscy tam dziś idziecie.
    - W takim razie podjedziemy po was o 8 p.m. - uśmiechnął się Josh.
    - Chwila, jak to podjedziemy?
    - Bren też jedzie i zaproponował, że może nas zawieźć i odwieźć bo nie zamierza pić alkoholu.
    - Widzę, że się za kumplowaliście.
    - On jest świetny. - odpowiedział podekscytowany chłopak.
    - Czy ja wiem, wydaje się dziwny.
    - Musisz go lepiej poznać i tyle.
    - Dobra dziewczyny my spadamy bo jeszcze mamy trening. Jash chodź.
    - Trening w pierwszy dzień szkoły? - zdziwiła się Lily.
    - Nabór nowych do drużyny. Ktoś musi skopać im tyłki, no nie? - Dean odpowiedział odchodząc z powrotem w stronę wejścia do szkoły.
    - Do potem. - Josh machnął ręką na pożegnanie i pobiegł za przyjacielem.
    - I zostałyśmy same. - westchnęłam.
    - Podwieźć cię? - brunetka pomachała mi kluczykami od jej samochodu.
    - Chyba nie myślałaś, że pozwolę ci pojechać beze mnie. - zaśmiałyśmy się i razem ruszyłyśmy w stronę jej srebrnego Lamborghini Aventador LP 700-4 Roadster. Gdy do niego wsiadałyśmy zauważyłam jak ludzie się na nas patrzą, niektórzy z zazdrością, inni z rozpaczą że to nie ich samochód, a jeszcze inni ze zdziwieniem. Patrzcie i płaczcie bo to ja się przyjaźnię z Lily i mam prawo wozić swój tyłek w tym cacku, a nie wy. Tak wiem, że jestem wredna ale nic na to nie poradzę. Jak się można domyślić rodzice dziewczyny byli bogaci, mama businesswoman, tata emerytowany sportowiec. Wystarczyło, że Lily pstryknęła palcami i już wszystko miała, jednak pomimo tego daleko jej było do rozpieszczonej dziewczynki.

PROLOG

     Nigdy nie miałam na co narzekać. Ciepły dom do którego zawsze chcesz wracać, kochający rodzice, pieniądze których było tak dużo, że mogłabym się w nich tarzać. W dodatku dobre oceny, lojalni przyjaciele i wspaniały chłopak. Jak widać to mi nie wystarczało. Chciałam czegoś więcej. Nie zdawałam sobie sprawy jak wiele mogę zmienić. Jak wiele mogę złamać zasad. Przekroczyłam granicę, której nigdy nie powinnam przekroczyć. Czasu jednak nie da się cofnąć. Trzeba żyć dalej ponosząc konsekwencje swoich zachowań....

    Hejka!
    Chciałam tylko tak szybko przywitać się ze wszystkimi którzy wpadli na to opowiadanie i postanowili je przeczytać. Mam nadzieję, że nie zraziliście się po prologu i dacie mi jeszcze szanse zachwycić was moimi wypocinami.
    Tak więc krótko i na temat życzę wam miłego czytania. 
    Love You All!!! 

czwartek, 18 lutego 2016

BOHATEROWIE

GŁÓWNI BOHATEROWIE
 
 
Alex Vegas

Niall Horan

Brendan Murray

PRZYJACIELE ALEX
 
Cian Morrin

Dayl Cronin

Dean Gibbons

Josh Gray

Ryan McLoughlin

Lily Jenner
 
ELITA
 
Harry Styles
 
Louis Tomlinson

Liam Payn

Selena Gomez

Kylie Jenner

Ashley Benson

Luke Hemmings

Michael Clifford

Ashton Irwin

Calum Hood

ZNAJOMI ZE SZKOŁY
 
 Bradley Simpson
 
Connor Ball

James McVey

Tristan Evans

POZOSTALI
 
Jenna - ciotka

Bryana - dziewczyna Ashton'a

Arzaylea - dziewczyna Luke'a


 

 








 



 

 




 

WSTĘP

    Hejka :)

    Postanowiłam zacząć pisać nowe opowiadanie, które w jakiś sposób ma rozpromować zespół HomeTown. Jeśli go nie znacie to koniecznie sprawdźcie go na YouTube. Oczywiście oprócz nich będzie dużo więcej znanych bohaterów, którzy w opowiadaniu będą zwykłymi nastolatkami. Ze względu na to, że zamierzam pisać dużo dłuższe rozdziały niż pisałam w moich poprzednich ff, będą one pojawiały się nie regularnie. 

Do opowiadania został stworzony przeze mnie zwiastun:
https://www.youtube.com/watch?v=ZW_7a7XIDio&list=LLpLF4_w1Oi2VUE9i-HKRY-g&index=3 

Opowiadanie to jest również dostępne na wattpad: 

Inne opowiadania mojego autorstwa:

Past Becomes Future (5SOS - skończone):

Wyzyskiwaczka (Calum Hood one-shot +18):

You & I (Niall Horan - zawieszone):

Mam nadzieję, że wam się spodoba i zostaniecie ze mną na długo. Oczywiście komentarze mile widziane i jeśli możecie to polecajcie ten ff innym.

 Love you all!