Pożegnałam się z Lily i podeszłam do metalowego domofonu przy furtce. Wpisałam na nim odpowiedni kod dzięki czemu metalowe kraty się otworzyły, a ja w końcu mogłam przez nie przejść. Za ogrodzeniem znajdował się kamienny podjazd prowadzący pod dom oraz do garażu. Tworzył on lekki łuk skręcający w lewo. Oczywiście po lewej stronie znajdował się garaż na trzy pojazdy. Jego ściany były białe, za to dach i drzwi czarne. Praktycznie wszystko było utrzymane w tych dwóch kolorach. Nawet kamienie tworzące podjazd były białe. Na wprost, no może nie całkiem bo trochę w lewo, znajdował się dom. Wyglądał trochę jak zbudowany z nierówno położonych kwadratów. Oczywiście śnieżno biały, z płaskim czarnym dachem, no bo jakby inaczej. Okna za to zwracały największą uwagę. Sporych rozmiarów szyby rozmieszczone w równych odległościach sprawiały, że dom wydawał się jeszcze większy. Do drzwi frontowych prowadziły trzy marmurowe schodki ułożone w pół okręgu. Weszłam po nich następnie otwierając drzwi i krzycząc na cały dom, że już jestem. Hol był podłużny i wydawał się niezwykle sterylny. Białe panele, białe ściany, czarno białe zdjęcia na ścianach, wieszak oraz komoda również białe, a po lewej stronie ogromne lustro. Na suficie kryształowy żyrandol o którym mażą miliony. Po prawej stronie, kawałek dalej, znajdowały się drzwi do jednej w wielu łazienek w tym domu, a za nimi drzwi do swego rodzaju składzika w którym znajdowały się wszelkiego rodzaju sprzęty do sprzątania, płyny, pralka, suszarka, deska do prasowania itp. Trzecie drzwi prowadziły do salki kinowej w której zamiast foteli były ogromne poduszki do siedzenia, przed nimi na ścianie ogromna plazma i kino domowe z wieloma głośnikami. Jak można się domyślić hol był dość długi. Na końcu za to znajdowała się kuchnia z jadalnią. Ściany przechodziły tutaj w delikatny beż, podłoga oraz meble miały odcień ciemnego brązu. Była to dość duża przestrzeń i pomimo wielu rzeczy znajdujących się w niej wciąż pozostawało dużo miejsca. Całą przestrzeń na dodatek powiększała ściana na wprost, która była w całości wykonana z szyby dzięki czemu był świetny widok na tył domu. Na samym środku szyby znajdowały się szklane drzwi prowadzące na drewnianą werandę na której stał grill, stół i krzesła ogrodowe. Można z niej było wyjść na ogród, którego brzegi przy murze pokryte były różnego rodzaju drzewami, a na samym końcu podwórka po lewej stronie znajdował się mały domek w którym były wszystkie sprzęty potrzebne do pielęgnacji podwórka. Ogółem wielki kwadrat równo przystrzyżonej trawy na którym nic nie było. Wracając do kuchni i jadalni, po prawej stronie był sporych rozmiarów marmurowy kominek, a przed nim ogromny stół jadalniany, który bez problemu pomieściłby jakieś dwadzieścia osób jak nie więcej, a do niego oczywiście krzesła. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające różne krajobrazy, a w rogach pomieszczenia stały ogromne zielone rośliny, których nazwy nie znałam. Czyli jak możecie wywnioskować, na prawo była jadalnia, za to na lewo jest kuchnia. Nie wiem po co, ale po prawej stronie stały dwie ogromne lodówki, następnie od nich na przeciwległej ścianie mieściły się szafki oraz dwie pozycje od lodówek kuchenka. W trzy szafki wbudowane były zmywarka, śmietnik oraz zlewozmywak. Nad każdą z szafek wisiały kolejne. Zaś na wprost tego wszystkiego była zrobiona wyspa kuchenna przy której stało pięć krzeseł barowych, a na blacie leżała misa z owocami oraz kilka słojów z ciastkami. Zapomniałam dodać, że na szafce koło lodówek była mikrofala, a obok ekspres do kawy. Teraz czas się troszeczkę cofnąć. Za lustrem przy drzwiach frontowych było otwarte przejście do salonu. Jego ściany pokrywała farba w kolorze cappuccino oraz kilka małych, drewnianych obrazków, a podłoga była złożona z ciemnych paneli. Na środku pokoju stał niski, szklany stolik do kawy, przed nim biała sofa, a na wprost telewizor plazmowy. Od sofy po prawej stronie stała półka z książkami i kilkoma zdjęciami, a po lewej komoda, a na niej szklana misa z jakimiś przeźroczystymi kamyczkami. Wszystko to było delikatnie w lewo od wejścia do salony, ponieważ na wprost były szklane schody prowadzące na górę. Zaczęłam nimi wchodzić do góry chcąc dostać się do swojego pokoju. Oczywiście on znajdował się po prawej stronie na końcu korytarza. Zanim dotarłam do swoich drzwi musiałam minąć masę innych prowadzących do wielu sypialń znajdujących się w tym domu. Ogółem na górze było pięć wolnych pokoi dla gości, dodatkowa łazienka, sypialnia mojej ciotki, oraz mój pokój. Górny korytarz był drugim co do najciemniejszych pomieszczeń w tym domu. Pierwszym oczywiście była salka kinowa i jej ciemno bordowe ściany, za to korytarz był w kolorze ciemnego brązu tak jak i wszystkie drzwi wraz z podłogą.
Mój pokój nie należał do tych małych. Na wprost wejścia było ogromne dwu osobowe łóżko, a nad nim mój ulubiony cytat. Po obu jego stronach były wielkie okna, w tym przy prawym mieścił się szeroki parapet z kocem i trzema poduszkami. Pod lewym stało biurko, a na nim mój laptop, lampka i porozrzucane książki. Zapomniałam dodać, że po obu stronach łóżka stały jeszcze dwie szafki nocne, a na nich lampki. Po prawej był regał zapełniany książkami, zdjęciami i różnymi pamiątkami. Koło niego w roku stała perkusja oraz gitara. Na tej samej ścianie co drzwi tylko po prawej stronie wisiał telewizor, a pod nim wieża z dwoma wysokimi głośnikami, playstation 4 oraz półka z grami, filmami i płytami różnych zespołów. Przed tym leżała jedna, duża poduszka do siedzenia, którą zabrałam z salki kinowej. Po lewej stronie na tej samej ścianie stała moja toaletka z porozwalanymi kosmetykami oraz lokówką. W końcu śpieszyłam się do szkoły więc nie miałam kiedy posprzątać. Następnie na równoległej ścianie były dwoje drzwi. Jedne do łazienki, a drugie do garderoby. Tak mam garderobę i tak mam prywatną łazienkę. Garderoba w sumie nie była jakaś bardzo ogromna. Drzwi do niej znajdowały się bliżej biurka i okna. W środku na wszystkich trzech ścianach znajdowały się półki. Po lewej buty, torebki, plecaki, po prawej wisiały sukienki, spódniczki, bluzy, kombinezony, narzutki i inne rzeczy tego typu, na wprost wisiały spodnie, t-shirty oraz swetry. W dodatku pod ukosem pomiędzy prawą ścianą, a tą na wprost mieściło się wysokie lustro. Łazienka również nie należała do małych. Po lewej blat z umywalką i lustrem na całej długości, na wprost ogromna wanna wyglądająca trochę jak jacuzzi do której prowadziły dwa schodki, koło niej kibelek, a po prawej przestrzenny prysznic z przeźroczystymi szybami, które można było sprawić, że robiły się nieprzejrzyste. Dla większego relaksu w suficie znajdował się głośnik, żeby można było słuchać muzyki. Łazienka była w odcieniach beżu i brązu, pokój był jasno szary, a w garderobie przez to że szafki zajmowały całą długość ścian, nie było widać ich koloru. Natomiast podłoga była wszędzie z ciemnego brązu, jedynie w łazience składała się ona z kafelek pod kolor ścian. Zapomniałam chyba jeszcze tylko wspomnieć, że na środku pokoju leżał biały puchaty dywan.
Rzuciłam plecak koło biurka, a następnie opadłam na łóżko głośno wzdychając. Miałam już dość tego dnia, a to dopiero jego połowa. Czeka mnie jeszcze impreza na którą ani trochę nie mam ochoty. Znaczy, mam ochotę na imprezę, bo na nią zawsze mam ochotę, ale nie koniecznie u Niall'a. Nie rozumiem tych wszystkich ludzi ekscytujących się na myśl o każdej imprezie u tego dupka. Dobra, przyznaję, nigdy nie byłam na żadnej z jego imprez, ale to tylko dlatego, że go nie lubię i nie mam ochoty oglądać jego ohydnej twarzy. Masakra. Dobra koniec tego rozmyślania. Wyjęłam telefon z kieszenie jeansów i go odblokowałam. Standardowo czekała na mnie tona nowych powiadomień. Nowi obserwatorzy na instagramie, tona nowych lajków i komentarzy w których ludzie błagali mnie o choć chwilę uwagi. Sorry, ale mam ciekawsze rzeczy do robienia. Na facebooku w sumie było podobnie. Pierwszaki już zaczęły zapraszać ludzi ze starszych lat chcąc uchodzić za tych fajnych. Żałosne. Jednak jedno z zaproszeń przykuło moją uwagę. Było od Brendan'a. Weszłam na jego profil i pierwszą rzeczą która rzuciła mi się w oczy był jego rocznik. Byliśmy w tym samym wieku, a już się bałam, że będzie młodszy. Następnie weszłam na jego zdjęcia których nie było za wiele. Głównie przedstawiały one jego byłą drużynę piłkarską. Skończyło się na tym, że wylogowałam się, a jego zaproszenie było jedynym, które przyjęłam. Ostatnią aplikacją z której miałam powiadomienie był whatsapp. Wraz z przyjaciółmi utworzyliśmy grupę w której pisaliśmy praktycznie o wszystkim i niczym. Tym razem jednak powiadomienie nie dotyczyło nowej wiadomości, a nowego członka. A dokładniej tego, że Josh dodał do grupy Bren'a. Trzeba przyznać, że nowy szybko wtopił się w naszą ekipę. Kliknęłam w miejsce przeznaczone do pisania chcąc napisać krótką wiadomość.
Alex: Coś czuję, że poczuję się źle dziś wieczorem.
Lily: NAWET SIĘ NIE WARZ!!!
Ryan: Potrzebujesz podwózki do lekarza?
Lily: Podwózki to dopiero będzie potrzebować jak nie pojawi się dziś na imprezie. Obiecałaś!
Alex: Ale mi się nie chceeeeeee.
Josh: Kłamca.
Alex: Zdrajca.
Dayl: Dorośnijcie.
Dean: Hahaha kto to powiedział.
Alex: Haha Dayl jak zawsze "dorosły".
Dayl: Nie odzywam się do was.
Cian: Kochanie nie smuć się już do ciebie idę.
Josh: Lol.
Lily: Lol to był modny pół wieku temu.
Josh: Lol.
Lily: Nie denerwuj mnie!
Josh: Lol.
Lily: Josh!
Josh: Lol.
Lily: Przyrzekam, że jak cię spotkam to zabiję.
Josh: Lol.
Alex: Przypomnijcie mi, dlaczego ja się z wami zadaję?
Dayl: Kochasz mnie!
Cian: Zdradzasz mnie?!?!?!
Alex: Wychodzę stąd.
Schowałam telefon z powrotem do kieszeni z zamiarem zejścia na dół po coś do jedzenia.
W kuchni zastałam moją ciotkę krzątającą się po kuchni. Usiadłam na jednym ze stołków przy wysepce i zaczęłam się jej przyglądać bo akurat stała do mnie tyłem. Miała na sobie zwykłe ciemne jeansy, a do tego białą bokserkę. Jej brązowe loku jak zawsze luźno opadały na jej ramiona. Jak na 30 lat miała figurę modelki. Nie musiała się odwracać żebym wiedziała, że jej duże, brązowe oczy okalały długie rzęsy delikatnie muśnięte maskarą, brwi jak zawsze cienkie i uniesione ku górze, a wąskie usta subtelnie pokrywała cienka warstwa różowego błyszczyka. Nigdy nie lubiła mocnego makijażu. Pomimo tego, że była młodszą siostrą mojej mamy, nie była ani trochę do niej podobna. Miała 163 cm wzrostu co czyniło ją wyższą ode mnie o jedyne 3 centymetry, oraz niższą o jakieś 10 od mojej mamy. Jej twarz była raczej trójkątna i lekko pociągła, niż okrągła jak jej siostry. Z figury też się różniły. Mama miała kobiece krągłości, za to ona była tak chuda, że czasem mogłaby robić za wieszak jednak i tak urodą przyciągała uwagę tysiąca mężczyzn. Najbardziej rzucającą się różnicą jednak były włosy. Ciocia była ciemną brunetką, za to mama miała niemal białe platynowe włosy. Co do charakteru nie było wątpliwości, że były podobne. Obydwie były wesołymi i wyluzowanymi imprezowiczkami.
Jenna odwróciła się do mnie przodem, a na mój widok pisnęła i lekko podskoczyła łapiąc się za klatkę piersiową.
- O mój borze. Kiedy wróciłaś?
- Jakieś pół godziny temu.
- Musiałam nie słyszeć, przepraszam.
- Nie ma sprawy. Następnym razem kupie sobie megafon, żebyś zawsze słyszała jak krzyczę, że wróciłam.
- Byłam w garażu.
- Myślałam, że to ja jestem w tym domu od zabaw w mechanika. - zaśmiałam się.
- Nie śmieszne. - przewróciła na mnie oczami. - Byłam odebrać twój samochód.
- Już go naprawili?
- Dzwonili dziś rano, że jest do odbioru więc pomyślałam, że cię wyręczę.
- Dzięki.
- Nigdy więcej nie jeździsz po pijaku. - zagroziła mi palcem.
- To było tylko raz!
- I ten raz kosztował mnie fortunę na naprawę kawałka blachy.
- Nie obrażaj mojego auta.
- Tak jest szefowo. - zasalutowała na co obie się zaśmiałyśmy.
- Ciociu?
- Tak?
- Co cię wzięło na gotowanie? - zmarszczyłam nos patrząc za nią na gotujące się nie wiadomo co.
- Stwierdziłam, że skoro mam chwilę wolnego to zrobię nam coś smacznego.
- To się pali. - powiedziałam ciągle patrząc za nią.
- Słucham?
- To coś na kuchence się pali. - wskazałam palcem na garnek z którego dosłownie wystawały płomienie. Ciocia pisnęła i w mgnieniu oka wyłączyła kuchenkę, a następnie zgasiła swój obiad gaśnicą, którą zawsze trzymamy w szafce obok piekarnika i kuchenki.
- To co, zamawiamy pizzę czy chińszczyznę? - zapytałam schodząc z krzesła i podchodząc do lodówki na której były przywieszone różne ulotki.
- Pizza?
- Dobry wybór.
Nie ma co, moja ciotka, jak i ja, byłyśmy okropnymi kucharkami. Dostawcy jedzenia z okolic zapewne znali już nasz adres na pamięć.
Nie trzeba było czekać długo, aż pizza pojawiła się w naszym domu, dzięki czemu szybko zjadłam swoją część i zajęłam się szykowaniem na imprezę. Tradycyjnie jako pierwsze wzięłam prysznic i zmyłam wcześniejszy makijaż. W samym ręczniku przeszłam do garderoby i zaczęłam przeglądać sukienki jakie miałam w posiadaniu. Wiedziałam, że na imprezach Niall'a bywa cała szkoła więc nie było mowy o założeniu dresów i byle jakiej bluzki. Ostatecznie zdecydowałam się na czarną, obcisłą sukienkę na grubych ramiączkach sięgającą mi trochę za tyłek, do tego duży, ciężki srebrny naszyjnik i wysokie czarne obcasy. Ubrana już w wybrane rzeczy usiadłam przy toaletce zabierając się za robienie makijażu. Na oczy nałożyłam jasne beżowe cienie i zrobiłam wyrazistą kreskę, a usta pomalowałam bordową pomadką. Włosy tradycyjnie zakręciłam i roztrzepałam palcami tworząc artystyczny nieład. Gotowa usiadłam na łóżku i sprawdziłam telefon. Miałam jeszcze kilka minut do przyjazdu chłopaków więc postanowiłam na szybko przeczytać co ominęło mnie na whatsapp. Oczywiście nic ciekawego tylko masa bzdurnych wiadomości na grupie. Usłyszałam trąbienie co oznaczało, że moja podwózka już jest. Założyłam szpilki oraz skórzaną ramoneskę, ostatni raz przejrzałam się w lustrze, a następnie zeszłam na dół kierując się do wyjścia. Krzyknęłam jeszcze tylko, że wychodzę, schowałam klucze do jednej z kieszeni kurtki i wyszłam na zewnątrz. Nie było chłodno, ale też nie za ciepło więc cieszyłam się z decyzji ubrania kurtki. Przed bramą stał sporych rozmiarów Land Rover Evoque w odcieniu ciemnej szarości. Otworzyłam tylne drzwi i wsiadłam do środka witając się ze wszystkimi. Obok mnie siedziała Lily, przede mną Josh, a za kierownicą Brendan.
- Hejka mała, właśnie opowiadałem jak Bren zmiażdżył na treningu Niall'a. - blondyn odwrócił się do mnie przodem z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Bez przesady. - burknął nasz kierowca ledwie słyszalnie.
- Został naszym głównym bramkarzem. Trener był pod wrażeniem. Gdybyś tylko to widziała. - ciągnął podekscytowany. - Obronił każdą jego piłkę. Rozumiesz każdą. Nikt w historii naszej drużyny nie słyszał o osobie która dałaby radę obronić piłkę Horan'a. Na bank wygramy ten sezon.
- Gratuluję. - zwróciłam się do szatyna na co on spojrzał na mnie we wstecznym lusterku, a nasze spojrzenia na chwilę się spotkały.
- Czyli od teraz jesteś w drużynie? - Li odezwała się przesiadając się na środek i wychylając głowę pomiędzy przednimi siedzeniami. - Super. Nie będziesz mógł opędzić się od dziewczyn. Oczywiście, jeśli uprzednio Niall nie zmasakruje ci twarzy.
- To raczej mało prawdopodobne. - odezwałam się, a dwójka moich przyjaciół dziwnie na mnie spojrzała. W samochodzie zapadła dziwna cisza, nawet brunetka z powrotem usiadła na swoim miejscu, a Josh ponownie usiadł poprawnie na siedzeniu. Nie wiedziałam jak długo będziemy jeszcze jechać, a nie zamierzałam też spędzić reszt drogi w samochodzie gdzie panowała niezręczna cisza, nawet nie wiem czemu. Jednak zanim zdążyłam się odezwać, ciszę przerwała osoba po której najmniej bym się tego spodziewała.
- Na jakie zajęcia wy chodzicie? - zapytał Brendan.
- Ja jestem cheerleaderką. - od razu ożywiła się Lily ponownie zmieniając swoje miejsce i zaczynając paplać o jej sporcie i całej drużynie. W naszej szkole panowały durne zasady według których każdy uczeń powinien uczęszczać na minimum jedne zajęcia pozalekcyjne. Super. Na szczęście nie musieliśmy zbyt długo słuchać paplaniny Li, bo dzięki podpowiedziom Josh'a w którą stronę jechać, szybko znaleźliśmy się na miejscu. Trzeba też przyznać, że Brendan nie należał do wolnych kierowców.
Niall mieszkał na obrzeżach miasta w wielkiej, białej willi. Przed domem znajdował się sporych rozmiarów parking i z tego co wiem to za domem był ogród z basenem. Nie zdziwił mnie jednak widok willi od której biło bogactwo, raczej zdziwił mnie fakt, że nie było żadnego ogrodzenia. W sumie to nie było tutaj żadnych sąsiednich domów, co za tym szło nikt nie mógł zadzwonić na skargę co do głośniej muzyki, a uwierzcie, była bardzo głośno. Stojąc przed domem mogłam doskonale usłyszeć muzykę lecącą z wnętrza budynku.
Wraz z moimi towarzyszami weszliśmy do środka. Wszędzie była masa ludzi więc trzeba było się przeciskać, żeby gdziekolwiek przejść. Chłopacy wzięli ode mnie i Lili kurtki następnie znikając w tłumie wiec zostałyśmy same. Oczywiście nie stałyśmy w miejscu, gdyż brunetka chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w lewo. Jak się po chwili okazało byłyśmy w kuchni połączonej z salonem , który obecnie służył za salę taneczną, a kuchnia za bar. Chwyciłam pierwszą lepszą butelkę z alkoholem i uzupełniłam jego zawartością dwa czerwone kubeczki.
- Idziemy na zewnątrz? - krzyknęła do mnie Li i nie czekając na odpowiedź skierowała się do wyjścia na tył domu więc poszłam za nią. Co prawda w ogrodzie nie było takiego tłoku jak w domu, ale i tak było pełno ludzi. Część z nich gadała w grupkach, inni pływali w basenie, ktoś siedział przy ognisku na końcu, za to my, ku mojemu nie zadowoleniu, skierowałyśmy się w stronę leżaków na których siedziała elity.
- Patrzcie kto przyszedł. - Niall zaśmiał się na mój widok.
- Luzerom wstęp wzbroniony. - dodała Selena siedząc na kolanach blondyna.
- W takim razie co tu jeszcze robisz? - posłałam jej kpiący uśmiech, na co wszyscy się zaśmiali.
- Słucham? - warknęła patrząc na mnie morderczym wzrokiem.
- Złość piękności szkodzi. Chociaż tobie to już nic nie zaszkodzi. - powiedziałam tym samym znów powodując śmiech naszej małej widowni.
- Niall zrób coś! - dziewczyna urażona uderzyła go w klatkę piersiową chcąc żeby przestał się śmiać.
- Daj spokój to tylko żarty. - próbował uspokoić ją chłopak.
- Żarty? Czy ty słyszysz jak ona się do mnie odzywa?
- Wyluzuj.
- Sam sobie wyluzuj. - Sel wstała z jego kolan i skierowała się ku wejściu do środka. - Ash, Ky, idziemy. - rozkazała, a wskazana dwójka jak na komendę wstała i ruszyła za szatynką trącając mnie po drodze ramieniem.
- Chyba ktoś tu zgubił swoją koronę. - dodałam gdy dziewczyn już nie było. Zadowolona, że zwolniło się miejsce zajęłam je zanim ktoś inny mógłby to zrobić i wzięłam łyk swojego napoju.
- Piąteczka. - Harry wyciągnął w moją stronę rękę wciąż lekko się śmiejąc. Przybiłam mu piątkę, bo w końcu był jedną z nielicznych osób z elity z którą w jakiś sposób się dogadywałam. Rok temu mieliśmy razem hiszpański i przydzieleni do wspólnego projektu musieliśmy się jakoś dogadać.
- Nie sądziłem, że przyjdziesz. - Niall pochylił się do przodu opierając ręce na kolanach i trzymając w nich kubeczek z jakimś trunkiem. Na moje nieszczęście ten idiota siedział na wprost mnie.
- Nie miałam wyboru. - odpowiedziałam zakładając nogę na nogę przez co moja sukienka podwinęła się do góry, a blondyn on razu skierował wzrok na nowo odkryty kawałek skóry.
- Siemaneczko wszystkim - znikąd pojawił się Josh jak zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha. - Patrzcie kogo mam ze sobą. - wskazał za siebie na Dean'a i Brendan'a.
- Hejka. - przywitał się Dean i zajął ostatnie wolne miejsce.
- A ciebie to już w ogóle się nie spodziewałam. - Niall zmierzył Bren'a od góry do dołu złowieszczym wzrokiem na co szatyn tylko włożył ręce do kieszeni i posłał mu kpiący uśmiech.
- Jesteście razem w drużynie więc lepiej się dogadajcie. - Harry wtrącił zanim chłopacy mieliby się pozabijać.
- Dobra. - Horan wstał i wyciągnął rękę w stronę swojego rywala. Chłopak po chwili ją uścisnął. Obydwoje stali tak nic nie mówiąc tylko patrząc się w swoje oczy. Żyły na ich przed ramionach coraz bardziej się uwidaczniały co świadczyło tylko o tym, że obydwoje wzmacniają swój uścisk.
- To na mnie już czas. - przerwałam wstając. - Zdecydowanie za dużo testosteronu.
- Dopiero przyszłaś. - Niall w końcu puścił rękę Brendan'a i obydwoje spojrzeli na mnie.
- Odwieźć cię? - zapytał ten drugi.
- Oszaleliście? Nie zamierzam wracać do domu, po prostu nie zamierzam tu dłużej z wami przebywać.
Odeszłam nie czekając na kogokolwiek odpowiedź. Weszłam z powrotem do domu właściwie nawet nie wiedząc po co. Rozejrzałam się po wnętrzu. Ryan gadał z jakąś dziewczyną przy barze, a Dayl z Cian'em popisywali się swoimi umiejętnościami tanecznymi na środku parkietu. Znaczy Dayl się popisywał, a Cian robił z siebie idiotę bo tańczyć to on nie umie. Stwierdziłam, że przejdę się po domu i zobaczę co ciekawego można tu robić, w końcu wszyscy moi znajomi byli zajęci. Chcąc wyjść z salonu poczułam czyjeś ramiona oplatające mnie od tyłu i ciepły oddech na karku.
- Hej mała.
Odwróciłam się doskonale wiedząc do kogo należy tan głos. Przede mną stał Brad, dobry kumpel z dawnych lat, a właściwie to łóżkowy kumpel. Jeszcze rok temu nie mając nic ciekawego do robienia byliśmy swoimi partnerami do łóżka. Działało to w dość prostu sposób, gdy któreś z nas miało ochotę na seks dzwoniło do tej drugiej osoby i ustalaliśmy kto do kogo przychodzi. Przynajmniej nie musieliśmy latać po klubach szukając zdesperowanych osób, albo wykorzystywać kogoś zupełnie pijanego na jednej z domówek. Oczywiście tamta relacja to już przeszłość. Podczas wakacji Bradley wyjechał na rodzinne wakacje podczas których jakaś dziewczyna wpadła mu w oko i gdy wrócił stwierdziliśmy, że na razie dajemy sobie spokój. Poznaliśmy się rok temu na chemii i połączyło nas niezrozumienie do tego przedmiotu. No i godziny karne spędzone w szkole po tym jak podczas jednego z eksperymentów prawie wysadziliśmy całą klasę w powietrze. Po tamtym zdarzeniu nie tylko zostaliśmy swojego typu znajomymi, ale też dostaliśmy zakaz uczęszczania na chemię.
- Hej. Nie wiedziałam, że będziesz.
- Kochana, czy ja kiedykolwiek odpuściłem sobie jakąkolwiek imprezę?
- No tak przecież to ty.
- Jestem królem imprez! - wykrzyczał rozkładając ręce i wylewając przy tym swojego drinka.
- Jesteś pijanym królem imprez. - poprawiłam go bo nieźle było czuć od niego alkohol.
- Trudno. Chodź zatańczyć. - wyrzucił plastikowy kubeczek gdzieś na ziemię i chwytając mnie za rękę pociągnął w tłum tańczących osób.
Można powiedzieć, że przetańczyliśmy ze sobą jakieś 3/4 imprezy. Oczywiście z przerwami na picie więc byliśmy dość pijani. Cały czas się śmialiśmy, tańczyliśmy i całowaliśmy. Oczywiście wszystko bez zobowiązań. Nawet nie wiem w którym momencie straciłam swoje buty.
Było jakoś po trzeciej, a większość imprezowiczów albo sobie poszła, albo zasnęła gdzie popadło. Wychodziłam z łazienki chwiejnym krokiem kierując się na zewnątrz z nadzieją, że to właśnie tam znajdę swoich znajomych. Gdy mijałam schody akurat schodziła z nich Lily.
- Właśnie miałam cię szukać. Chodź na górę.
Bez zastanowienia poszłam za przyjaciółką. Po przejściu schodów ruszyłyśmy na lewo i weszłyśmy do ostatniego pokoju. W środku na podłodze w kółku siedzieli dokładnie ci których miałam szukać, a dokładniej Josh, Dayl, Cian, Brendan, oraz ci których nie zamierzałam spotkać, Niall, Harry, Liam, Selena, Ashley, Luke i Mike. Wraz z Li usiadłyśmy dołączając do reszty.
- To jak, gramy? - zapytał dość mocno nawalony Harry kładąc na środku pustą butelkę.
- Najpierw ustalmy zasady. - zarządził Mike. - Gramy tylko na zadania i jeśli ktoś nie zamierza go robić musi ściągnąć z siebie jakąś rzecz.
Na jego słowa wszyscy przytaknęli, więc Harry jako pierwszy zakręcił butelką. Jej szyjka wskazała na Liam'a.
- Wyzywam cię żebyś obmacał jakąś dziewczynę. - wybełkotał Styles.
Liam bez zastanowienia chwycił za piersi siedzącą koło niego Selenę, na co od razu było słychać mocne uderzenie i brunet skończył z ręką dziewczyny odbitą na policzku. Od razu jednak zakręcił. Wypadło na Michael'a który miał się rozebrać i przebiec po domu i ogrodzie krzycząc jestem bogiem. Oczywiście to Mike więc szybko pozbył się ubrań i wykonał zadanie. Następnie był Brendan, który miał wykonać stójkę na beczce bez niczyjej pomocy i nie wiem ile on czasu spędza na siłowni, ale wykonał zadanie bez problemu. Gra toczyła się w najlepsze, a podczas niej wszyscy świetnie się bawili pomimo tego, że niektórzy nie szczególnie za sobą przepadali, z resztą nic dziwnego w końcu wszyscy byli tak pijani, że nikogo nie obchodziło z kim i co robi. Podczas gry byłam jedyną osobą, która zdjęła z siebie coś za karę i tym czymś był mój naszyjnik, gdyż nie zamierzałam pozbywać się sukienki, a to wszystko tylko dlatego, że nie chciałam całować się z Niall'em. Bywa. Było coś koło piątej nad ranem, gdy skończyliśmy gdyż Mike z Lily skończyli z głowami w muszli klozetowej przez nadmiar wypitego alkoholu, a reszta najzwyczajniej odpłynęła i obecnie spała gdzie popadnie. Rozejrzałam się po pokoju i zdałam sobie sprawę, że jestem jedyną osobą, która jeszcze nie zasnęła. Selena spała na łóżku pomiędzy Niall'em i Luke'iem, Harry spał w ich nogach, Cian na biurku, a na nim Dayl, który wyglądał jakby zaraz miał z niego spaść, Dean na środku podłogi z Josh'em, który nie wiedzieć czemu miał głowę wetkniętą w jego tyłek, a Ashley spała na kanapie. Rozglądając się tak po pokoju, siedziałam na podłodze wciąż w tym samym miejscy z wyciągniętymi przed siebie nogami na których ostatecznie spoczął mój wzrok. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że zgubiłam gdzieś swoje buty. Wstałam i chwiejnym krokiem wyszłam z pokoju w celu odnalezienia ich. Nie wiem jak, ale jakoś udało mi się zejść ze schodów nie zlatując z nich. Skierowałam się w stronę salonu i kuchni w których spędziłam najwięcej czasu. Pokój jak i cały dom był zawalony śpiącymi ludźmi, czerwonymi kubeczkami i pustymi butelkami po alkoholach. Oczywiście wszystko to walało się na podłodze bo gdzież by indziej. Niezdarnie przeszłam po wybranym przez siebie pomieszczeniu rozglądając się za obuwiem i jednocześnie starając się nie nadepnąć nikogo. Jednak na nic się to nie zdało. Ostatecznie stanęłam na środku wzdychając z rezygnacją. Jeszcze raz obróciłam się rozglądając po pokoju, gdy natrafiłam wzrokiem na siedzącego na dworze Brendan'a. Bez zastanowienia ruszyłam w jego kierunku potykając się po drodze o jakieś rzeczy.
- Heeeej Brennnn - wybełkotałam stając w drzwiach i opierając się o futrynę.
- Wciąż jesteś pijana. - odpowiedział dokładnie mi się przyglądając i marszcząc przy tym brwi. Ruszyłam w jego stronę i usiadłam na leżaku obok niego.
- Nie prawda. Tylko odrobinkę. - pokazałam mu małą ilość na palcach wymachując mu nimi przed twarzą.
- Dobrze się czujesz?
- Zgubiłam swoje butki. - wyciągnęłam przed siebie nogi i wskazałam na swoje stopy.
- Poczekaj tu na mnie, a ja ich poszukam. - wstał odkładając pustą już butelkę wody na stolik obok.
- Dobrze. - odpowiedziałam dziecięcym głosem po czym się oparłam. No nie dosłownie. Zapomniałam, że siedzę bokiem na leżaku, a za mną nie ma oparcia więc gdy odchyliłam się do tyłu przeleciałam na drugą stronę lądując plecami na ziemi i nogami na leżaku. Zdążyłam tylko zauważyć jak Brendan stara się mnie szybko chwycić co mu się nie udało. Przez to, że byłam pijana zaczęłam się śmiać z samej siebie, gdy chłopak pomagał mi wstać.
- Może lepiej zostanę z tobą. - powiedział mój pomocnik sadzając mnie z powrotem na poprzednim miejscu.
- Ja chcę jeszcze raz! - wykrzyknęłam wyrzucając ręce w górę i odchylając się w tył, jednak tym razem chłopak mnie złapał i nie pozwolił upaść.
- Albo odwiozę cię do domu. - pomógł mi wstać i skierował się do wejścia wiedząc, że za nim idę.
- Dobrze tato.
Trzeba przyznać, że nie tylko moja pamięć i koordynacja nawaliły, ale też i wzroki. Bren przeszedł przez szklane drzwi, a ja idąc kawałek za nim z boku z impetem weszłam w szybę obok wejścia odbijając się od niej i po raz kolejny prawie lądując na ziemie.
- Nie można spuścić z ciebie oka nawet na moment. - westchnął szatyn pomagając odzyskać mi równowagę. Nie muszę chyba mówić, że cały czas śmiałam się z zaistniałej sytuacji. Ostatecznie chłopak podniósł mnie i zaczął iść przed siebie.
- Jesteś moim rycerzem na białym koniu. - zachichotałam kładąc głowę na jego ramieniu. - Gdzie idziemy?
- Odwiozę cię do domu.
- Czy to oznacza, że będziemy się pieprzyć.
- Nie.
- To dobrze, bo pewnie leżałabym sztywno jak kłoda. - usłyszałam śmiech chłopaka na co uderzyłam go w klatkę piersiową.
- Czyżbyś była dziewicą. - w jego głosi mogłam usłyszeć wesołą nutkę.
- Nie, ale w takim stanie nie lubię się pieprzyć. Zresztą na dziś mam dość upadków.
Brendan otworzył drzwi od swojego samochodu i posadził mnie na miejscu pasażera. Sam obszedł auto i zajął miejsce po mojej lewej. Usłyszałam odgłos odpalanego silnika i widziałam jak oddalamy się od posiadłości Horan'a, następnie zamknęłam oczy i po prostu zasnęłam z głową opartą o szybę.
Niall mieszkał na obrzeżach miasta w wielkiej, białej willi. Przed domem znajdował się sporych rozmiarów parking i z tego co wiem to za domem był ogród z basenem. Nie zdziwił mnie jednak widok willi od której biło bogactwo, raczej zdziwił mnie fakt, że nie było żadnego ogrodzenia. W sumie to nie było tutaj żadnych sąsiednich domów, co za tym szło nikt nie mógł zadzwonić na skargę co do głośniej muzyki, a uwierzcie, była bardzo głośno. Stojąc przed domem mogłam doskonale usłyszeć muzykę lecącą z wnętrza budynku.
Wraz z moimi towarzyszami weszliśmy do środka. Wszędzie była masa ludzi więc trzeba było się przeciskać, żeby gdziekolwiek przejść. Chłopacy wzięli ode mnie i Lili kurtki następnie znikając w tłumie wiec zostałyśmy same. Oczywiście nie stałyśmy w miejscu, gdyż brunetka chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w lewo. Jak się po chwili okazało byłyśmy w kuchni połączonej z salonem , który obecnie służył za salę taneczną, a kuchnia za bar. Chwyciłam pierwszą lepszą butelkę z alkoholem i uzupełniłam jego zawartością dwa czerwone kubeczki.
- Idziemy na zewnątrz? - krzyknęła do mnie Li i nie czekając na odpowiedź skierowała się do wyjścia na tył domu więc poszłam za nią. Co prawda w ogrodzie nie było takiego tłoku jak w domu, ale i tak było pełno ludzi. Część z nich gadała w grupkach, inni pływali w basenie, ktoś siedział przy ognisku na końcu, za to my, ku mojemu nie zadowoleniu, skierowałyśmy się w stronę leżaków na których siedziała elity.
- Patrzcie kto przyszedł. - Niall zaśmiał się na mój widok.
- Luzerom wstęp wzbroniony. - dodała Selena siedząc na kolanach blondyna.
- W takim razie co tu jeszcze robisz? - posłałam jej kpiący uśmiech, na co wszyscy się zaśmiali.
- Słucham? - warknęła patrząc na mnie morderczym wzrokiem.
- Złość piękności szkodzi. Chociaż tobie to już nic nie zaszkodzi. - powiedziałam tym samym znów powodując śmiech naszej małej widowni.
- Niall zrób coś! - dziewczyna urażona uderzyła go w klatkę piersiową chcąc żeby przestał się śmiać.
- Daj spokój to tylko żarty. - próbował uspokoić ją chłopak.
- Żarty? Czy ty słyszysz jak ona się do mnie odzywa?
- Wyluzuj.
- Sam sobie wyluzuj. - Sel wstała z jego kolan i skierowała się ku wejściu do środka. - Ash, Ky, idziemy. - rozkazała, a wskazana dwójka jak na komendę wstała i ruszyła za szatynką trącając mnie po drodze ramieniem.
- Chyba ktoś tu zgubił swoją koronę. - dodałam gdy dziewczyn już nie było. Zadowolona, że zwolniło się miejsce zajęłam je zanim ktoś inny mógłby to zrobić i wzięłam łyk swojego napoju.
- Piąteczka. - Harry wyciągnął w moją stronę rękę wciąż lekko się śmiejąc. Przybiłam mu piątkę, bo w końcu był jedną z nielicznych osób z elity z którą w jakiś sposób się dogadywałam. Rok temu mieliśmy razem hiszpański i przydzieleni do wspólnego projektu musieliśmy się jakoś dogadać.
- Nie sądziłem, że przyjdziesz. - Niall pochylił się do przodu opierając ręce na kolanach i trzymając w nich kubeczek z jakimś trunkiem. Na moje nieszczęście ten idiota siedział na wprost mnie.
- Nie miałam wyboru. - odpowiedziałam zakładając nogę na nogę przez co moja sukienka podwinęła się do góry, a blondyn on razu skierował wzrok na nowo odkryty kawałek skóry.
- Siemaneczko wszystkim - znikąd pojawił się Josh jak zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha. - Patrzcie kogo mam ze sobą. - wskazał za siebie na Dean'a i Brendan'a.
- Hejka. - przywitał się Dean i zajął ostatnie wolne miejsce.
- A ciebie to już w ogóle się nie spodziewałam. - Niall zmierzył Bren'a od góry do dołu złowieszczym wzrokiem na co szatyn tylko włożył ręce do kieszeni i posłał mu kpiący uśmiech.
- Jesteście razem w drużynie więc lepiej się dogadajcie. - Harry wtrącił zanim chłopacy mieliby się pozabijać.
- Dobra. - Horan wstał i wyciągnął rękę w stronę swojego rywala. Chłopak po chwili ją uścisnął. Obydwoje stali tak nic nie mówiąc tylko patrząc się w swoje oczy. Żyły na ich przed ramionach coraz bardziej się uwidaczniały co świadczyło tylko o tym, że obydwoje wzmacniają swój uścisk.
- To na mnie już czas. - przerwałam wstając. - Zdecydowanie za dużo testosteronu.
- Dopiero przyszłaś. - Niall w końcu puścił rękę Brendan'a i obydwoje spojrzeli na mnie.
- Odwieźć cię? - zapytał ten drugi.
- Oszaleliście? Nie zamierzam wracać do domu, po prostu nie zamierzam tu dłużej z wami przebywać.
Odeszłam nie czekając na kogokolwiek odpowiedź. Weszłam z powrotem do domu właściwie nawet nie wiedząc po co. Rozejrzałam się po wnętrzu. Ryan gadał z jakąś dziewczyną przy barze, a Dayl z Cian'em popisywali się swoimi umiejętnościami tanecznymi na środku parkietu. Znaczy Dayl się popisywał, a Cian robił z siebie idiotę bo tańczyć to on nie umie. Stwierdziłam, że przejdę się po domu i zobaczę co ciekawego można tu robić, w końcu wszyscy moi znajomi byli zajęci. Chcąc wyjść z salonu poczułam czyjeś ramiona oplatające mnie od tyłu i ciepły oddech na karku.
- Hej mała.
Odwróciłam się doskonale wiedząc do kogo należy tan głos. Przede mną stał Brad, dobry kumpel z dawnych lat, a właściwie to łóżkowy kumpel. Jeszcze rok temu nie mając nic ciekawego do robienia byliśmy swoimi partnerami do łóżka. Działało to w dość prostu sposób, gdy któreś z nas miało ochotę na seks dzwoniło do tej drugiej osoby i ustalaliśmy kto do kogo przychodzi. Przynajmniej nie musieliśmy latać po klubach szukając zdesperowanych osób, albo wykorzystywać kogoś zupełnie pijanego na jednej z domówek. Oczywiście tamta relacja to już przeszłość. Podczas wakacji Bradley wyjechał na rodzinne wakacje podczas których jakaś dziewczyna wpadła mu w oko i gdy wrócił stwierdziliśmy, że na razie dajemy sobie spokój. Poznaliśmy się rok temu na chemii i połączyło nas niezrozumienie do tego przedmiotu. No i godziny karne spędzone w szkole po tym jak podczas jednego z eksperymentów prawie wysadziliśmy całą klasę w powietrze. Po tamtym zdarzeniu nie tylko zostaliśmy swojego typu znajomymi, ale też dostaliśmy zakaz uczęszczania na chemię.
- Hej. Nie wiedziałam, że będziesz.
- Kochana, czy ja kiedykolwiek odpuściłem sobie jakąkolwiek imprezę?
- No tak przecież to ty.
- Jestem królem imprez! - wykrzyczał rozkładając ręce i wylewając przy tym swojego drinka.
- Jesteś pijanym królem imprez. - poprawiłam go bo nieźle było czuć od niego alkohol.
- Trudno. Chodź zatańczyć. - wyrzucił plastikowy kubeczek gdzieś na ziemię i chwytając mnie za rękę pociągnął w tłum tańczących osób.
Można powiedzieć, że przetańczyliśmy ze sobą jakieś 3/4 imprezy. Oczywiście z przerwami na picie więc byliśmy dość pijani. Cały czas się śmialiśmy, tańczyliśmy i całowaliśmy. Oczywiście wszystko bez zobowiązań. Nawet nie wiem w którym momencie straciłam swoje buty.
Było jakoś po trzeciej, a większość imprezowiczów albo sobie poszła, albo zasnęła gdzie popadło. Wychodziłam z łazienki chwiejnym krokiem kierując się na zewnątrz z nadzieją, że to właśnie tam znajdę swoich znajomych. Gdy mijałam schody akurat schodziła z nich Lily.
- Właśnie miałam cię szukać. Chodź na górę.
Bez zastanowienia poszłam za przyjaciółką. Po przejściu schodów ruszyłyśmy na lewo i weszłyśmy do ostatniego pokoju. W środku na podłodze w kółku siedzieli dokładnie ci których miałam szukać, a dokładniej Josh, Dayl, Cian, Brendan, oraz ci których nie zamierzałam spotkać, Niall, Harry, Liam, Selena, Ashley, Luke i Mike. Wraz z Li usiadłyśmy dołączając do reszty.
- To jak, gramy? - zapytał dość mocno nawalony Harry kładąc na środku pustą butelkę.
- Najpierw ustalmy zasady. - zarządził Mike. - Gramy tylko na zadania i jeśli ktoś nie zamierza go robić musi ściągnąć z siebie jakąś rzecz.
Na jego słowa wszyscy przytaknęli, więc Harry jako pierwszy zakręcił butelką. Jej szyjka wskazała na Liam'a.
- Wyzywam cię żebyś obmacał jakąś dziewczynę. - wybełkotał Styles.
Liam bez zastanowienia chwycił za piersi siedzącą koło niego Selenę, na co od razu było słychać mocne uderzenie i brunet skończył z ręką dziewczyny odbitą na policzku. Od razu jednak zakręcił. Wypadło na Michael'a który miał się rozebrać i przebiec po domu i ogrodzie krzycząc jestem bogiem. Oczywiście to Mike więc szybko pozbył się ubrań i wykonał zadanie. Następnie był Brendan, który miał wykonać stójkę na beczce bez niczyjej pomocy i nie wiem ile on czasu spędza na siłowni, ale wykonał zadanie bez problemu. Gra toczyła się w najlepsze, a podczas niej wszyscy świetnie się bawili pomimo tego, że niektórzy nie szczególnie za sobą przepadali, z resztą nic dziwnego w końcu wszyscy byli tak pijani, że nikogo nie obchodziło z kim i co robi. Podczas gry byłam jedyną osobą, która zdjęła z siebie coś za karę i tym czymś był mój naszyjnik, gdyż nie zamierzałam pozbywać się sukienki, a to wszystko tylko dlatego, że nie chciałam całować się z Niall'em. Bywa. Było coś koło piątej nad ranem, gdy skończyliśmy gdyż Mike z Lily skończyli z głowami w muszli klozetowej przez nadmiar wypitego alkoholu, a reszta najzwyczajniej odpłynęła i obecnie spała gdzie popadnie. Rozejrzałam się po pokoju i zdałam sobie sprawę, że jestem jedyną osobą, która jeszcze nie zasnęła. Selena spała na łóżku pomiędzy Niall'em i Luke'iem, Harry spał w ich nogach, Cian na biurku, a na nim Dayl, który wyglądał jakby zaraz miał z niego spaść, Dean na środku podłogi z Josh'em, który nie wiedzieć czemu miał głowę wetkniętą w jego tyłek, a Ashley spała na kanapie. Rozglądając się tak po pokoju, siedziałam na podłodze wciąż w tym samym miejscy z wyciągniętymi przed siebie nogami na których ostatecznie spoczął mój wzrok. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że zgubiłam gdzieś swoje buty. Wstałam i chwiejnym krokiem wyszłam z pokoju w celu odnalezienia ich. Nie wiem jak, ale jakoś udało mi się zejść ze schodów nie zlatując z nich. Skierowałam się w stronę salonu i kuchni w których spędziłam najwięcej czasu. Pokój jak i cały dom był zawalony śpiącymi ludźmi, czerwonymi kubeczkami i pustymi butelkami po alkoholach. Oczywiście wszystko to walało się na podłodze bo gdzież by indziej. Niezdarnie przeszłam po wybranym przez siebie pomieszczeniu rozglądając się za obuwiem i jednocześnie starając się nie nadepnąć nikogo. Jednak na nic się to nie zdało. Ostatecznie stanęłam na środku wzdychając z rezygnacją. Jeszcze raz obróciłam się rozglądając po pokoju, gdy natrafiłam wzrokiem na siedzącego na dworze Brendan'a. Bez zastanowienia ruszyłam w jego kierunku potykając się po drodze o jakieś rzeczy.
- Heeeej Brennnn - wybełkotałam stając w drzwiach i opierając się o futrynę.
- Wciąż jesteś pijana. - odpowiedział dokładnie mi się przyglądając i marszcząc przy tym brwi. Ruszyłam w jego stronę i usiadłam na leżaku obok niego.
- Nie prawda. Tylko odrobinkę. - pokazałam mu małą ilość na palcach wymachując mu nimi przed twarzą.
- Dobrze się czujesz?
- Zgubiłam swoje butki. - wyciągnęłam przed siebie nogi i wskazałam na swoje stopy.
- Poczekaj tu na mnie, a ja ich poszukam. - wstał odkładając pustą już butelkę wody na stolik obok.
- Dobrze. - odpowiedziałam dziecięcym głosem po czym się oparłam. No nie dosłownie. Zapomniałam, że siedzę bokiem na leżaku, a za mną nie ma oparcia więc gdy odchyliłam się do tyłu przeleciałam na drugą stronę lądując plecami na ziemi i nogami na leżaku. Zdążyłam tylko zauważyć jak Brendan stara się mnie szybko chwycić co mu się nie udało. Przez to, że byłam pijana zaczęłam się śmiać z samej siebie, gdy chłopak pomagał mi wstać.
- Może lepiej zostanę z tobą. - powiedział mój pomocnik sadzając mnie z powrotem na poprzednim miejscu.
- Ja chcę jeszcze raz! - wykrzyknęłam wyrzucając ręce w górę i odchylając się w tył, jednak tym razem chłopak mnie złapał i nie pozwolił upaść.
- Albo odwiozę cię do domu. - pomógł mi wstać i skierował się do wejścia wiedząc, że za nim idę.
- Dobrze tato.
Trzeba przyznać, że nie tylko moja pamięć i koordynacja nawaliły, ale też i wzroki. Bren przeszedł przez szklane drzwi, a ja idąc kawałek za nim z boku z impetem weszłam w szybę obok wejścia odbijając się od niej i po raz kolejny prawie lądując na ziemie.
- Nie można spuścić z ciebie oka nawet na moment. - westchnął szatyn pomagając odzyskać mi równowagę. Nie muszę chyba mówić, że cały czas śmiałam się z zaistniałej sytuacji. Ostatecznie chłopak podniósł mnie i zaczął iść przed siebie.
- Jesteś moim rycerzem na białym koniu. - zachichotałam kładąc głowę na jego ramieniu. - Gdzie idziemy?
- Odwiozę cię do domu.
- Czy to oznacza, że będziemy się pieprzyć.
- Nie.
- To dobrze, bo pewnie leżałabym sztywno jak kłoda. - usłyszałam śmiech chłopaka na co uderzyłam go w klatkę piersiową.
- Czyżbyś była dziewicą. - w jego głosi mogłam usłyszeć wesołą nutkę.
- Nie, ale w takim stanie nie lubię się pieprzyć. Zresztą na dziś mam dość upadków.
Brendan otworzył drzwi od swojego samochodu i posadził mnie na miejscu pasażera. Sam obszedł auto i zajął miejsce po mojej lewej. Usłyszałam odgłos odpalanego silnika i widziałam jak oddalamy się od posiadłości Horan'a, następnie zamknęłam oczy i po prostu zasnęłam z głową opartą o szybę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz