Poczułam jak ktoś na mnie wpada omal nie przewracając na podłogę. Drobne ramiona obejmowały mnie mocno, a w uchu słyszałam cieniutki pisk. No tak Lily, moja przyjaciółka. Była jedną z tych słodkich dziewczyn które wypłakują się na filmach, wzdychają na widok kotków i dostają orgazmu na widok faceta bez koszulki oraz ekscytują się absolutnie wszystkim. Li miała długie ciemne włosy, niemal tak długie jak jej nogi, które przyciągały uwagę wszystkich chłopaków zwłaszcza gdy miała na sobie krótkie spodenki. Jej duże brązowe oczy sprawiały, że miałam ochotę jej je wydłubać i zabrać dla siebie, a uśmiech zarażał wszystkich wkoło. Figury zazdrościła jej większość szkoły, była perfekcyjna. Dziewczyna była jedną z cheerleaderek przez co kwalifikowała się do elity, jednak to mi nie przeszkadzało bo w porównaniu do reszty była normalna. Co najciekawsze była pierwszą osobą którą poznałam w tej szkole. Pamiętam jakby to było wczoraj. Był to mój pierwszy dzień w tej szkole. Przez przypadek przytrzasnęłam jej włosy drzwiczkami od szafki gdy całowała się z jakimś chłopakiem, a gdy próbowałam je otworzyć niechcący przywaliłam jej tymi samymi drzwiczkami w nos przez co wylądowałyśmy u pielęgniarki. Na szczęście nie miała mi tego za złe i dość szybko się zaprzyjaźniłyśmy.
- Alex, jak dobrze cię widzieć. - powiedziała nie umiejąc ustać w miejscu z powodu ekscytacji. Wyglądała jakby zaraz miała eksplodować, a szeroki uśmiech miał jej rozerwać twarz.
- Nie widziałyśmy się raptem dwa tygodnie. - odsunęłam się od niej jednocześnie ruszając w stronę auri na której jak zawsze z okazji rozpoczęcia roku dyrektor wygłaszał swoja tandetną mowę.
- Wiem, ale czuję jakbyśmy się nie widziały wieczność. - westchnęła idąc ze mną ramię w ramię.
- Jak było na obozie? - wspomniałam już, że Li była na obozie dla cheerleaderek, który jest organizowany co roku pod koniec wakacji?
- Wspaniale! - podskoczyła uśmiechając się jeszcze szerzej o ile to w ogóle możliwe. - Ale cierpiałam na brak facetów.
- Czyżby? - spojrzałam na nią z uniesionymi brwiami, bo za dobrze ją znałam, żeby uwierzyć w jej słowa.
- No dobra, był taki jeden. Trener drużyny z Nowego Jorku.
- Ile razy się przespaliście? - usłyszałam koło siebie radosny męski głos.
Dean objął ramionami mnie i Lily idąc pomiędzy nami. Przez jego gest większość dziewczyn, które mijaliśmy miała chęć mordu w oczach. Nie rozumiałam dlaczego wszystkim dziewczynom miękną kolana na widok uśmiechu Dean'a, uśmiech jak każdy inny. Blondyn miał niecałe 180 cm wzrostu, włosy jak zawsze postawione ku górze, koszulę rozpiętą do poły przez co widać było część jego torsu, czarne rurki oraz czarne conversy za kostkę. Sylwetkę jak przystało na sportowca miał świetną, w końcu był jednym z członków szkolnej drużyny piłki nożnej. Uprzedzając wasze pytania, tak należał do elity i nie, nie mam tylko przyjaciół którzy do niej należą.
- Tylko raz. - odpowiedziała Li na wcześniejsze pytanie. - No może dwa, albo i więcej. - dodał już ciszej.
- Nie nadawałabyś się do klasztoru. - zaśmiał się chłopak. To akurat
prawda. Pomimo tego, że Lily robiła za słodką dziewczynkę, prawda była
taka, że umiała owinąć sobie każdego w okół palca, a chłopaków zmieniła
jak rękawiczki. Z jednym była, z drugim spała, a z trzecim umawiała się
na spotkanie.
- A czy którekolwiek z nas by się nadawało? - zapytałam tym samym kończąc naszą rozmowę.
Pchnęłam duże dwuskrzydłowe drzwi wchodząc do auri. Sporo miejsc było już zajętych. Na scenie znajdowała się mównica, a cały pierwszy rząd był zajęty przez nauczycieli. Rozejrzałam się po sali zauważając przy tym machającego do nas Ryan'a więc szturchnęłam pozostałą dwójkę i ruszyłam w jego stronę.
Ryan był nieco wyższy od Dean'a, różnica ich wzrostu wynosiła może jakiś dwa centymetry. Również, nie był tak napakowany jak blondyn jednak trzeba było przyznać, że był umięśniony. Pomimo tego, że nie grał w piłkę nożną uwielbiał biegać. Z tego co wiem, codziennie rano wstawał dwie godziny wcześniej i biegał minimum osiem kilometrów. Podziwiam go, ja ledwo wstaję pół godziny przed szkołą. Poza jego zamiłowaniem do biegania, kochał muzykę. On i jego gitara to para nierozłączna. Miał talent do grania, z resztą głos też miał świetny. Jego biletem wstępu na nasze ogniska na plaży było jego ukochane drewniane pudło z paroma linkami, bez niego nie pozwalaliśmy mu przychodzić bo w końcu kto nie lubi pośpiewać przy ognisku. Co do wyglądy, miał brązowe, lekko kręcone, przydługie włosy, duże oczy, był jednym z tych na których widok mogły by wzdychać dziewczyny. Wygląd idealny, charakter też, na gitarze gra, więc pojawia się pytanie gdzie są te tłumy dziewczyn. Otóż Ryan jest największym kujonem w szkole. Jeśli szukasz kogoś z perfekcyjną średnią i brakiem punktów karnych to właśnie ci go przedstawiam. Oczywiście ludzie w naszej szkole nie przepadają za kujonami, wolą sportowców, którzy mają kasę i popularność. No i wygląd bo w końcu mamy XXI wiek. Jednak Ryan'owi to nie przeszkadzało, a że przyjaźnił się z Dean'em i Lily, miał wstęp na wszystkie imprezy.
Gdy wszyscy, w mniemaniu nauczycieli, byli już obecni, dyrektor wszedł na scenę i zaczął wygłaszać przemowę mającą na celu przypomnieć nam co wolno, a czego nie, oraz czego się od nas oczekuje. Po tym zostaliśmy wysłani na lekcje. Powiedziałam przyjaciołom, że muszę iść jeszcze do szafki po czym opuściłam ich i ruszyłam szybkim krokiem w wyznaczonym przez siebie kierunku. Idąc korytarzem i przeciskając się pomiędzy uczniami śpieszącymi się na lekcje, kątem oka zobaczyłam znajomą mi twarz. Zaczepiłam idącego chłopaka, tym samym zwracając na siebie jego uwagę. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, tak jak i na mojej. Przytulił mnie jednocześnie podnosząc i kręcąc się w kółko. To nie było dla niego nic trudnego. W końcu był ode mnie wyższy o jakieś dziesięć centymetrów, a godziny spędzone na siłowni sprawiały że z łatwością mógł mnie unieść. Jak nie spędzał wolnego czasu na siłowni, to spędzał go na tańczeniu breakdance. W końcu to była jego pasja, jak i śpiew, ale akurat tą pasję, jak i talent, wolał zostawić dla naszej małej ekipy. Oczywiście mowa tutaj o Dayl'u. Drugiej co do najniższych osób w naszej paczce. Chłopak robił za naszego błazna. Rzadko zachowywał powagę, wolał cały czas się wygłupiać i doprowadzać wszystkich do łez. Oczywiście czasem też był irytujący, jak na przykład w tedy gdy zmieniał głos na bardzo piskliwy. Nienawidziłam tego. Jednak poza tym był świetną osobą. Nie można było się z nim nudzić. Zawsze pełen pozytywnej energii, którą wszystkich zarażał. Miał ciemne brązowe włosy postawione ku górze, ciemne brązowe oczy, zaraźliwy uśmiech i jak przystało na niego, miał biały t-shirt, czarne jeansy, koszulę w kratę zawiązaną w pasie oraz białe adidasy. W porównaniu do wężyka który zaczął się robić wcześniej gdyż Ryan'a poznałam po przez Dean'a, a Dean'a przez Lily, tak pomimo tego że Dayl jest od dziecka przyjacielem pozostałej dwójki chłopaków, poznałam go sama. Oczywiście ja nie mogę poznawać normalnie osób. Wpadliśmy na siebie odbywając swoje kary po lekcjach szkolnych. Naszym zadaniem było umycie wszystkich okien. Gdy poszliśmy po lekcjach do składziku od woźnego przez przypadek urwała nam się klamka w drzwiach. Czytaj, weszliśmy do środka po potrzebne nam rzeczy, a gdy sięgałam po płyn który stał dość wysoko zamiast go zdjąć pudełko na którym stałam się zachwiało przez co spadłam szarpiąc przy okazji za szafkę. Spadając zatrzasnęłam drzwi, a szafka oderwała klamkę. Przez dość długi czas próbowaliśmy się wydostać, a że nic nie działało to wpadliśmy na pomysł podważenia drzwi z zawiasów i ich wyjęcia. Gdy próbowaliśmy je podważyć, miotłom co było moim pomysłem, woźny otworzył drzwi od zewnątrz w momencie w którym miotła się złapała, a jeden z jej trzonków poleciał na wprost rozbijając przy tym okno. Po tym zdarzeniu za karę musieliśmy siedzieć przez miesiąc w kozie po lekcjach, a nasi rodzice musieli zapłacić za szkody. Spędziwszy kilka godzin w składziku, oraz spędzając po trzy godzinny dziennie ze sobą, mieliśmy dużo czasu żeby dobrze się poznać.
- Gdzieś ty się podziewał całe wakacje?! Ostatni raz widziałam cię na imprezie, która je rozpoczynała.
- Całe wakacje spędziłem w Irlandii u rodziny. - chyba zapomniałam wcześniej dodać że Dayl pochodzi z Irlandii.
- I nie dałeś znaku życia przez całe wakacje!?
- Wiesz jak beznadziejny jest zasięg u mojej babci na wsi. To były dwa miesiące tortury. Zero znajomych, zero dziewczyn, zero imprez, zero wifi, zero zasięgu. Tam nic nie ma! - wymachiwał rękoma na wszystkie strony zwracając tym samym na nas uwagę wszystkich osób przebywających na korytarzu.
- No już, nie bulwersuj się tak. Złość piękności szkodzi. - zakpiłam, za co oberwałam od niego w ramię.
- Jaką masz pierwszą lekcję? - zapytał zmieniając temat, a do mnie dopiero teraz dotarło, że nie odebrałam jeszcze planu lekcji z sekretariatu.
- Zobaczymy się później! - krzyknęłam i biegiem udałam się do sekretariatu po plan.
Pani z sekretariatu nie przedłużając wręczyła mi kartkę z planem zajęć i kazała podpisać się w wyznaczonym miejscu jako dowód, że go odebrałam. Wyszłam z powrotem na korytarz udając się w stronę szafki jednocześnie spoglądając na plan. Pierwszą miałam algebrę z panem Lav.
Zostawiłam w szafce niepotrzebne mi rzeczy po czym szybkim krokiem ruszyłam do klasy bo i tak już byłam spóźniona. Korytarze były puste i bez tych wszystkich osób pałętających się to w tą, to w tamtą wydawały się niezwykle obszerne, przez co moje kroki odbijały się echem. Gwałtownie skręciłam za róg w stronę schodów, gdyż musiałam iść na 3 piętro, ale na moje nieszczęście na kogoś wpadłam. Książki które trzymałam wypadły mi z rąk, a ja cofnęłam się parę kroków w tył. Spojrzałam wkurzona w górę na osobę z którą się zderzyłam. Gorzej być nie mogło. Przede mną stał największy dupek jaki kiedykolwiek chodził do tej szkoły. Popularny chłopczyk którego rodzice byli tak bogaci, że kasa wylatywał im z kieszeni. Wszyscy chłopacy starali się być jak on, a dziewczyny dosłownie wskakiwały mu do łóżka zawsze licząc na coś więcej. Za to ja, za każdym razem gdy go widziałam miałam ochotę zmasakrować mu tą jego obrzydliwie śliczną buźkę. Był wyższy ode mnie o ponad 20 centymetrów. Na moje oko miał jakieś 186 wzrostu. Sylwetka sportowca, w końcu kapitan drużyny. Ramiona pokryte liczną liczbą tatuaży. Mowy tutaj oczywiście o Niall'u pieprzonym gnojku Horan'ie. Przewróciłam oczami po czym schyliłam się żeby podnieść upuszczone przeze mnie rzeczy.
- Uważaj jak chodzisz. - powiedział i mnie wyminął chcąc iść dalej, ale go zatrzymałam.
- Wypadałoby przeprosić. - warknęłam.
- Słucham? - zatrzymał się z powrotem podchodząc do mnie jednocześnie posyłając mi mordercze spojrzenie.
- W domu nie nauczyli cię kultury?
- Czy ty wiesz z kim rozmawiasz?
Już miałam odpowiedzieć, ale przerwał na dyrektor.
- Dzieci, a wy czemu nie na lekcjach? Horan, to dopiero pierwszy dzień szkoły więc nie podnoś mi ciśnienia.
- Właśnie pomagałem koleżance znaleźć klasę. - odpowiedział blondyn wskazując przy tym na mnie. - Wie pan, trzeba pomagać pierwszakom.
- Pierwszakom? - spojrzałam na niego jak na idiotę. - Chodzę do tej szkoły od trzech lat geniuszu.
Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ruszyłam do klasy. Gdy weszłam spóźniona zauważyłam Ryan'a i Lily na końcu klasy. Dziewczyna wskazała na pustą ławkę pod oknem dając mi tym samym do zrozumienia, że specjalnie ją dla mnie zajęła. Pan Lav jak zawsze był nie w humorze, ale nie oberwało mi się za bardzo gdy powiedziałam, że spóźniłam się przez dyrektora. Usiadłam w ławce od razu zwracając się do Lily.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Gdy wyczytał twoje nazwisko spławiłam jakiegoś chłopaka, bo wątpię żebyś chciała siedzieć w pierwszej ławce.
- Jak ty dobrze mnie znasz.
Całą lekcję słuchaliśmy regulaminu. Co roku jest taki sam, nic się nie zmienia, więc nie wiem po co go czytają i tym samym zanudzają uczniów. Strata czasu i tyle. Po algebrze miałam psychologię z ludźmi z elity. Cudownie. Pocieszeniem było to, że na tej lekcji towarzyszył mi Dayl, a Niall nie pojawił się nie pojawił. Zajęliśmy przedostatnie ławki, ponieważ cały ostatni rząd był zajęty przez kumpli Horan'a. Oczywiście jedna z ławek stała pusta i czekała, aż łaskawy książę się pojawi. Trzecią lekcją była geografia, którą miałam z Dean'em. Wybraliśmy ją tylko dlatego, że sądziliśmy, że jest łatwa. Taaa... Dean ledwo zdał z drugiej na trzecią klasę. Oczywiście standardowo zajęłam ostatnią ławkę pod oknem, a mój ukochany przyjaciel usiadł przede mną. W końcu nadszedł czas na lunch. Wraz z Dean'em poszłam na stołówkę, na której zapewne spotkamy całą resztę przy naszym stałym stoliku.
Stołówka była dużym przestronnym pomieszczeniem, gdzie wszystko było sterylnie białe. Prawa ściana była w całości pokryta szkłem dzięki czemu był idealny widok na podwórko, za to z lewej strony znajdował się bufet w którym o dziwo można było kupić coś jadalnego. Całą przestrzeń zajmowały okrągłe stoliki wraz z metalowo-plastikowymi krzesłami. Oczywiście każdy należał do jakiejś grupki. Szkolna grupa teatralna, kujoni, elita, my, wyrzutki itd. Każdy miał wyznaczone miejsce i jego się trzymał. No mniej więcej. Większość osób się mieszało, ale jedno było pewne. Nikt nie miał prawa zająć stolika elity. Wystarczyło tylko spojrzeć się w ich stronę, żeby zostać zmieszanym z błotem.
Dean jak to on, powiedział mi co chce, a następnie poszedł dołączyć do pozostałych zostawiając mnie samą sobie. Podeszłam do bufetu kupić zamówione przez chłopaka jedzenie, oraz wodę dla siebie bo jakoś nie szczególnie byłam głodna. Mając już wszystko na tacce, zapłaciłam kucharce i skierowałam się do stolika. Postawiłam tacę przed blondynem, który grzecznie podziękował po czym zabrał się za jedzenie.
- Ty nic nie jesz? - zapytał Dayl prawie wypluwając frytki które miał w buzi.
- Nie jestem głodna.
- Alex. - Li szturchnęła mnie w ramie, żeby zwrócić moją uwagę oraz przybliżyła się jakby nie chciała żeby ktoś inny usłyszał co ma mi do powiedzenia. - Zdążyłaś już coś przeskrobać?
- Jeszcze nie miałam czasu.
- Jesteś pewna?
- Lily, o co ci znowu chodzi?
- Odkąd weszłaś na stołówkę Niall nie przestaje się na ciebie gapić i teraz chyba gada o tobie z Harry'm.
Spojrzałam przez ramię w stronę wspomnianych osób. Faktycznie obydwoje patrzeli się na mnie i prawdopodobnie gadali jakieś niestworzone historie. Moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Niall'a. Bezczelnie zmierzyłam go wzrokiem, a następnie prychnęłam pod nosem zarzucając włosy na lewe ramię i z powrotem odwracając się w stronę przyjaciół.
- Idąc na lekcje wpadłam na tego idiotę. - machnęłam głową w stronę blondyna, żeby chłopacy zrozumieli o kogo mi chodzi.
- Chodzi ci o Niall'a? - zapytał Dayl.
- A o kogo innego miałoby mi chodzić?
- Jest całkiem spoko.
- Mój własny przyjaciel przeciwko mnie? Jak możesz!
- Przynajmniej ja go poznałem zanim go oceniłem, nie to co ty.
- Ciekawe kiedy. Na jednej z jego imprez gdy obydwoje byliście pijani i naćpani? - zakpiłam.
- Może.
- Jakoś nie szczególnie chce mi się tracić czas na poznawanie kogoś takiego jak on.
- I to mówi osoba, która podobno nigdy nie ocenia po wyglądzie.
- Nie oceniam go po wyglądzie tylko po zachowaniu.
- Dobra koniec dyskusji. - przerwał Dean. - Bo zaraz się tu pobijecie.
- Ja się nie biję! - szybko zaprzeczyłam.
- A rok temu szczęka Ash sama się przestawiła?
- To był tylko raz, a ona sobie na to zasłużyła.
- Perfekcyjny prawy sierpowy. Moja krew. - Dayl wyciągnął w moją stronę rękę, na co przybiłam mu piątkę i obydwoje się zaśmialiśmy.
- Hejka ludziska. - do stolika dosiadł się Cian.
Cian był prawdopodobnie najwyższy z naszej paczki. Miał około 183 cm wzrostu, może nawet i więcej. Do tego pofalowane, brązowe włosy, duże zielone oczy i pełne usta. W porównaniu do pozostałej dwójki chłopaków nie był typem sportowca co można było również zauważyć po jego szczupłej sylwetce i patyczkowatych nogach. On i Dayl byli najlepszymi przyjaciółmi i trzeba przyznać, że zabawnie wyglądali idąc koło siebie, bo ich różnica wzrostu wynosiła jakieś 10 cm. Obydwoje też pochodzili z Irlandii jednak z zupełnie innych części tego kraju, więc poznali się dopiero jakieś dwa lata temu gdy Cian przeprowadził się do LA.
Wraz z brunetem przyszedł Ryan oraz szatyn którego po raz pierwszy widzę na oczy. Był niższy od chłopaków, jednak zdecydowanie wyższy od Dayl'a, ale od niego wszyscy są wyżsi. Czy ja wiem może miał jakieś 176 cm albo coś koło tego. Czarne włosy były postawione ku górze jednak część grzywki delikatnie opadała mu na czoło. Szare oczy wydawały się przeszywać wszystkich na wylot. Był ubrany cały na czarno. Czarne rurki opinały jego nogi, ale w subtelny sposób, a nie pedalski, tak jak u niektórych chłopaków. Mogłabym powiedzieć, że jak na rurki były nawet trochę za luźne. Do tego czarna koszulka, oraz całe czarne conversy za kostkę. Miał szerokie barki, jednak nie za szerokie, co oznaczało że ćwiczy, ale nie jestem jakoś bardzo umięśniony, za to jego nogi były aż nad to. Przez spodnie można było zauważyć jego umięśnione łydki, a gdy dobrze się przyjrzało to nawet to jak bardzo jego mięśnie ud były wypracowane. Zdecydowanie musiał dużo biegać.
- Wszyscy, to jest Brendan. - przedstawił go Ryan. - Brendan, to są wszyscy.
- Cudownie nas przedstawiłeś. - Lily spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
- To może ja to zrobię. - westchnęłam i zaczęłam kolejno wskazywać na osoby, które przedstawiałam. - Dean, bezmózgi sportowiec.
- Ej! - krzyknął blondyn, ale nie zwróciłam na niego zbytniej uwagi i kontynuowałam.
- Dayl, nasz szkolny błazen, Lily, cheerleaderka który na szczęście woli nas nisz bandę snobów i ja, czyli Alex.
- Były kapitan szkolnej drużyny dziewczyn w piłce nożnej. - dopowiedział Dayl, a ja miałam ochotę go zamordować bo nie lubiłam jak ktoś o tym wspomina.
- Bren, po prostu Bren. - przedstawił się szatyn zajmując miejsce na wprost mnie.
- A teraz pytanie za 100 punktów. - klasnęłam w dłonie. - Gdzie, do cholery, jest Josh?
- Ślini się na widok pierwszoklasistek i próbuje wyrwać jedną z nich. - odpowiedział Ryan.
- Zakład za 10 dolarów, że któraś poleci na jego oczy. - powiedziała Lily.
- Nie zakładam się bo każda leci na jego błękitne jak morze oczy. - dokończyłam mówić teatralnym głosem jak te wszystkie dziewczyny opowiadające o tym jakie piękne są oczy Josh'a.
A no tak, o nim wam jeszcze nie mówiłam. Tak więc Josh jest tym słodkim blondynem z błękitnymi oczami, szerokim uśmiechem i kaloryferem na brzucho którego wiele dziewczyn uwielbia, ale nie koniecznie widzą w nim przyszłego chłopaka, raczej wolą wytargać go za policzki jak stare ciotki wnuki. Bo w końcu Josh jest taki słodziutki. Ma coś około 174 więc również nie jest za wysoki. I pomimo tego, że ma 18 lat wciąż jest dzieckiem. Całe dnie mógłby siedzieć w domu oglądając Avengers albo grając w fifę. A skoro już mowa o piłce nożnej to należy do szkolnej drużyny, jednak jak na razie częściej grzeje ławę niż gra. Może w tym sezonie coś się zmieni chociaż wątpię. Poza swoją obsesją na punkcie piłki i super bohaterów, uwielbia też biegać jak i spędzać czas na siłowni. W dodatku pomimo tego, że jego czarne rurki opinają jego nogi tag bardzo, że wyglądają jak leginsy, a w ubraniach wygląda na drobnego chłopczyka, to ma jeden z najlepszych sześciopaków z chłopaków w naszej szkole.
- No, no, no kogo my tu mamy. - do naszego stolika podszedł Niall wraz z Harry'm i Louis'em. Stanął ze skrzyżowanymi rękoma na piersi i w raz ze swoimi towarzyszami patrzył złowrogim na Brendan'a, który z kpiącym uśmiechem na twarzy i rękoma w kieszeni również patrzył na Niall'a.
- Nadal jesteś w drużynie czy już cię wykopali za twój brak umiejętności? - Bren bezczelnie zaśmiał się nie spuszczając wzroku z blondyna, który wydawał się wkurzyć jego pytaniem.
- Dla twojej wiadomości jestem kapitanem.
- Wasza drużyna na serio jest, aż tak zdesperowana, że wybrała cię na kapitana?
- Jakbyś nie wiedział, to Niall jest najlepszy w tej szkole. - wtrącił się Louis wypinając pierś do przodu i starając się wyglądać groźniej co niekoniecznie mu wyszło.
- Ten wasz mistrz nie był w stanie strzelić ani jednej brami gdy graliśmy na mistrzostwach krajowych.
- To stąd cię kojarzę! - nagle wykrzyknęła Lily podskakując przy tym na krześle i zwracając na siebie wszystkich uwagę. - Pamiętam ten mecz. Niall starał się strzelić kilka bramek oczywiście posyłając same trudne piłki, a ty je wszystkie obroniłeś bez żadnego wysiłku.
- Wiedziałam, że jesteś niedojdą, ale żeby aż taką. - zaczęłam się śmiać.
- Zamknij się. - warknął Niall, ale nic sobie z tego nie robiłam nadal śmiejąc się z jego porażki.
- Ojej, wielki królewicz chyba zgubił swoją koronę.
- Kazałem ci się zamknąć! - wrzasnął uderzając przy tym o stolik z taką siłą że wszystkie rzeczy na nim podskoczyły.
- Nie podnoś na nią głosu. - ku mojemu zdziwieniu Brendan wstał i zbliżył się do blondyna z powagą na twarzy.
- Będę robił co mi się podoba. - Niall jeszcze bardziej przybliżył się do Brendan'a. Obydwoje zaczęli mierzyć się złowrogimi spojrzeniami. Mogłam zobaczyć jak mięśnie Niall'a rąk napinają się co nie wróży nic dobrego. Nagle blondyn wziął zamach chcąc uderzyć szatyna, a ja cicho pisnęłam wiedząc do czego zdolny jest Horan. W końcu pobił już nie jednego ucznia. Ku mojemu zdziwieniu Bren z łatwością chwycił jego rękę tuż przed swoją twarzą po czym wygiął ją tak, że blondyn padł na kolana. Co najciekawsze, wyglądał przy tym jakby w ogóle nie używał siły. Patrzałam na to ze zdziwieniem. Nie znałam Brendan'a więc nie wiedziałam jak daleko jest w stanie się posunąć, ale wiedziałam za to jedno. Jeszcze nigdy nikt nie dał rady Niall'owi.
- Zapamiętaj sobie jedno. - powiedział ze spokojem szatyn. - Nigdy nie podnoś głosu na dziewczyny.
Po czym popchnął go tak, że Horan wylądował na ziemi.
- Co tu się dzieje?! - Pan Grey podszedł szybkim krokiem do naszego stolika, a następnie spojrzał na każdego z osobna. - Murray, Horan do dyrektora, ale już! A cała reszta zechce łaskawie mi powiedzieć co tu się stało.
- Nadmiar testosteronu i tyle. - odpowiedział wzruszeniem ramion Louis. Dziwię się, że on i Harry przyszli tu z Niall'em i nie fatygowali się żeby mu pomóc. Świetni z nich przyjaciele.
- Tomlinson, nie denerwuj mnie! - nauczyciel po raz kolejny podniósł głos, a na jego czole pojawiła się charakterystyczna żyłka, która zawsze się pojawiała gdy pan był na skraju wytrzymałości. Na szczęście już nic więcej nie mówił i sobie poszedł. Również Louis i Harry wrócili do swojego stolika.
- Też to widzieliście? - zapytała zszokowanym głosem Li. - On tak po prostu... i on... jak?
- To jest dobre pytanie. - przytaknęłam jej. - Cian, Ryan, skąd znacie Brendan'a?
- Jestem z nim w parze na chemii. - odpowiedział Ryan.
- A ja oprowadzałem go po szkole. - odezwał się Cian na co skinęłam głową na znak, że przyjęłam do wiadomości ich słowa.
- Coś mnie ominęło? - nagle koło mnie usiadł Josh jak zawsze z szerokim uśmiechem.
- Nowy wdał się w dyskusję z Horan'em. - powiedziałam podając mu butelkę z wodą którą chętnie przyjął.
- Jak źle na tym wyszedł? - zadał kolejne pytanie upijając przy tym łyk napoju.
- Niall w końcu znalazł kogoś równego sobie. - blondyn na te słowa gwałtownie wypluł wodę w prost na Dean'a, który na nieszczęście siedział na wprost niego.
- Co?!
- Przed chwilą Niall zwiedzał podłogę.
- Żartujesz? Kto mu przywalił?
- Brendan... - przeciągnęłam ostatnią literę zdając sobie sprawę, że nie znam jego naziwska. - Jakiś tam.
- Murray. - dopowiedział Ryan za mnie.
- Brendan Murray? Ten Brendan? To on jest w naszej szkole?
- Znasz go?
- Pewnie. Grał w przeciwnej drużynie na mistrzostwach krajowych rok temu. Jest najlepszym bramkarzem jakiego w życiu spotkałem. Nie przepuścił żadnej piłki. Gdzie on teraz jest?
- Grey wysłał go do dyrektora. - do dyskusji dołączył Cian. - A teraz lepiej chodźmy bo za chwilę zaczyna się kolejna lekcja.
- Mówiłam już, że nienawidzę szkoły? - wstałam z oburzeniem i wraz z resztą zaczęłam kierować się ku wyjściu ze stołówki.
- Widzę, że wracamy do starych nawyków. - zaśmiał się Dean i objął mnie ramieniem. - Codziennie minimum raz to mówisz.
- Bo to prawda.
- Spokojnie kochanie jeszcze tylko 9 miesięcy, 29 dni i kończymy tą szkołę.
- Przysięgam, że jak ją skończę to już nigdy więcej się w niej nie pojawię, ani w jej pobliżu. - na te słowa wszyscy się zaśmiali i zgodzili się z moimi słowami.
Przyszedł czas na lekcje hiszpańskiego z Josh'em. Byliśmy beznadziejni z tego języka, ale musieliśmy wybrać jeden język obcy więc wybraliśmy ten bo w końcu hiszpański jest uważany z najłatwiejszy język na świecie. Oczywiście jak już pewnie się domyślacie, zajęłam miejsce w ostatniej ławce pod oknem. Zawsze, ale to zawsze, siadałam w ostatnich ławkach i zawsze przy oknie. To było moje ulubione miejsce, a jak ktoś mi je zajął to albo po dobroci mi ustępował, albo ja pomagałam mu je opuścić. Nie moja wina, że jestem upartą osobą i tak łatwo nie ustępuję. Ostatnią lekcją był wf na który teoretycznie nie musiałam uczęszczać przez moje byłe zaangażowanie w sport, ale była to moja ulubiona lekcja i nie było mowy, żebym na nią nie chodziła. Jak na złość na tej samej godzinie wf mieli ludzie z elity. Jednak plusem było to że cała moja ekipa też go miała, więc nie musiałam sama się z nimi użerać. Jak przystało na pierwszą lekcję tego przedmiotu w roku szkolnym, nauczyciel czytał nam regulamin na temat zachowań oraz sprzętów sportowych jak i zasad bhp. Tak więc nikt dziś nie ćwiczył. Jak na dzień w szkole i zmarnowane kolejnych godzin z mojego życia, to szybko minęło. Akurat byłam na dziedzińcu szkolnym wraz z Josh'em, Dean'em i Lily chcąc wrócić jak najszybciej do domu.
- Idziecie dziś na imprezę? - zapytał wyższy z blondynów.
- U Niall'a? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - Nie dzięki, jakoś nie mam ochoty oglądać jego twarzy.
- Alex, daj spokój. - szturchnęła mnie Li. - On robi najlepsze imprezy, a ty jeszcze na żadnej nie byłaś. Pamiętasz jak kiedyś mi obiecałaś, że pójdziesz na chociaż jedną?
- Ok, ale tylko dlatego, że mam ochotę się upić ze znajomymi, a wiem, że wszyscy tam dziś idziecie.
- W takim razie podjedziemy po was o 8 p.m. - uśmiechnął się Josh.
- Chwila, jak to podjedziemy?
- Bren też jedzie i zaproponował, że może nas zawieźć i odwieźć bo nie zamierza pić alkoholu.
- Widzę, że się za kumplowaliście.
- On jest świetny. - odpowiedział podekscytowany chłopak.
- Czy ja wiem, wydaje się dziwny.
- Musisz go lepiej poznać i tyle.
- Dobra dziewczyny my spadamy bo jeszcze mamy trening. Jash chodź.
- Trening w pierwszy dzień szkoły? - zdziwiła się Lily.
- Nabór nowych do drużyny. Ktoś musi skopać im tyłki, no nie? - Dean odpowiedział odchodząc z powrotem w stronę wejścia do szkoły.
- Do potem. - Josh machnął ręką na pożegnanie i pobiegł za przyjacielem.
- I zostałyśmy same. - westchnęłam.
- Podwieźć cię? - brunetka pomachała mi kluczykami od jej samochodu.
- Chyba nie myślałaś, że pozwolę ci pojechać beze mnie. - zaśmiałyśmy się i razem ruszyłyśmy w stronę jej srebrnego Lamborghini Aventador LP 700-4 Roadster. Gdy do niego wsiadałyśmy zauważyłam jak ludzie się na nas patrzą, niektórzy z zazdrością, inni z rozpaczą że to nie ich samochód, a jeszcze inni ze zdziwieniem. Patrzcie i płaczcie bo to ja się przyjaźnię z Lily i mam prawo wozić swój tyłek w tym cacku, a nie wy. Tak wiem, że jestem wredna ale nic na to nie poradzę. Jak się można domyślić rodzice dziewczyny byli bogaci, mama businesswoman, tata emerytowany sportowiec. Wystarczyło, że Lily pstryknęła palcami i już wszystko miała, jednak pomimo tego daleko jej było do rozpieszczonej dziewczynki.
Pchnęłam duże dwuskrzydłowe drzwi wchodząc do auri. Sporo miejsc było już zajętych. Na scenie znajdowała się mównica, a cały pierwszy rząd był zajęty przez nauczycieli. Rozejrzałam się po sali zauważając przy tym machającego do nas Ryan'a więc szturchnęłam pozostałą dwójkę i ruszyłam w jego stronę.
Ryan był nieco wyższy od Dean'a, różnica ich wzrostu wynosiła może jakiś dwa centymetry. Również, nie był tak napakowany jak blondyn jednak trzeba było przyznać, że był umięśniony. Pomimo tego, że nie grał w piłkę nożną uwielbiał biegać. Z tego co wiem, codziennie rano wstawał dwie godziny wcześniej i biegał minimum osiem kilometrów. Podziwiam go, ja ledwo wstaję pół godziny przed szkołą. Poza jego zamiłowaniem do biegania, kochał muzykę. On i jego gitara to para nierozłączna. Miał talent do grania, z resztą głos też miał świetny. Jego biletem wstępu na nasze ogniska na plaży było jego ukochane drewniane pudło z paroma linkami, bez niego nie pozwalaliśmy mu przychodzić bo w końcu kto nie lubi pośpiewać przy ognisku. Co do wyglądy, miał brązowe, lekko kręcone, przydługie włosy, duże oczy, był jednym z tych na których widok mogły by wzdychać dziewczyny. Wygląd idealny, charakter też, na gitarze gra, więc pojawia się pytanie gdzie są te tłumy dziewczyn. Otóż Ryan jest największym kujonem w szkole. Jeśli szukasz kogoś z perfekcyjną średnią i brakiem punktów karnych to właśnie ci go przedstawiam. Oczywiście ludzie w naszej szkole nie przepadają za kujonami, wolą sportowców, którzy mają kasę i popularność. No i wygląd bo w końcu mamy XXI wiek. Jednak Ryan'owi to nie przeszkadzało, a że przyjaźnił się z Dean'em i Lily, miał wstęp na wszystkie imprezy.
Gdy wszyscy, w mniemaniu nauczycieli, byli już obecni, dyrektor wszedł na scenę i zaczął wygłaszać przemowę mającą na celu przypomnieć nam co wolno, a czego nie, oraz czego się od nas oczekuje. Po tym zostaliśmy wysłani na lekcje. Powiedziałam przyjaciołom, że muszę iść jeszcze do szafki po czym opuściłam ich i ruszyłam szybkim krokiem w wyznaczonym przez siebie kierunku. Idąc korytarzem i przeciskając się pomiędzy uczniami śpieszącymi się na lekcje, kątem oka zobaczyłam znajomą mi twarz. Zaczepiłam idącego chłopaka, tym samym zwracając na siebie jego uwagę. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, tak jak i na mojej. Przytulił mnie jednocześnie podnosząc i kręcąc się w kółko. To nie było dla niego nic trudnego. W końcu był ode mnie wyższy o jakieś dziesięć centymetrów, a godziny spędzone na siłowni sprawiały że z łatwością mógł mnie unieść. Jak nie spędzał wolnego czasu na siłowni, to spędzał go na tańczeniu breakdance. W końcu to była jego pasja, jak i śpiew, ale akurat tą pasję, jak i talent, wolał zostawić dla naszej małej ekipy. Oczywiście mowa tutaj o Dayl'u. Drugiej co do najniższych osób w naszej paczce. Chłopak robił za naszego błazna. Rzadko zachowywał powagę, wolał cały czas się wygłupiać i doprowadzać wszystkich do łez. Oczywiście czasem też był irytujący, jak na przykład w tedy gdy zmieniał głos na bardzo piskliwy. Nienawidziłam tego. Jednak poza tym był świetną osobą. Nie można było się z nim nudzić. Zawsze pełen pozytywnej energii, którą wszystkich zarażał. Miał ciemne brązowe włosy postawione ku górze, ciemne brązowe oczy, zaraźliwy uśmiech i jak przystało na niego, miał biały t-shirt, czarne jeansy, koszulę w kratę zawiązaną w pasie oraz białe adidasy. W porównaniu do wężyka który zaczął się robić wcześniej gdyż Ryan'a poznałam po przez Dean'a, a Dean'a przez Lily, tak pomimo tego że Dayl jest od dziecka przyjacielem pozostałej dwójki chłopaków, poznałam go sama. Oczywiście ja nie mogę poznawać normalnie osób. Wpadliśmy na siebie odbywając swoje kary po lekcjach szkolnych. Naszym zadaniem było umycie wszystkich okien. Gdy poszliśmy po lekcjach do składziku od woźnego przez przypadek urwała nam się klamka w drzwiach. Czytaj, weszliśmy do środka po potrzebne nam rzeczy, a gdy sięgałam po płyn który stał dość wysoko zamiast go zdjąć pudełko na którym stałam się zachwiało przez co spadłam szarpiąc przy okazji za szafkę. Spadając zatrzasnęłam drzwi, a szafka oderwała klamkę. Przez dość długi czas próbowaliśmy się wydostać, a że nic nie działało to wpadliśmy na pomysł podważenia drzwi z zawiasów i ich wyjęcia. Gdy próbowaliśmy je podważyć, miotłom co było moim pomysłem, woźny otworzył drzwi od zewnątrz w momencie w którym miotła się złapała, a jeden z jej trzonków poleciał na wprost rozbijając przy tym okno. Po tym zdarzeniu za karę musieliśmy siedzieć przez miesiąc w kozie po lekcjach, a nasi rodzice musieli zapłacić za szkody. Spędziwszy kilka godzin w składziku, oraz spędzając po trzy godzinny dziennie ze sobą, mieliśmy dużo czasu żeby dobrze się poznać.
- Gdzieś ty się podziewał całe wakacje?! Ostatni raz widziałam cię na imprezie, która je rozpoczynała.
- Całe wakacje spędziłem w Irlandii u rodziny. - chyba zapomniałam wcześniej dodać że Dayl pochodzi z Irlandii.
- I nie dałeś znaku życia przez całe wakacje!?
- Wiesz jak beznadziejny jest zasięg u mojej babci na wsi. To były dwa miesiące tortury. Zero znajomych, zero dziewczyn, zero imprez, zero wifi, zero zasięgu. Tam nic nie ma! - wymachiwał rękoma na wszystkie strony zwracając tym samym na nas uwagę wszystkich osób przebywających na korytarzu.
- No już, nie bulwersuj się tak. Złość piękności szkodzi. - zakpiłam, za co oberwałam od niego w ramię.
- Jaką masz pierwszą lekcję? - zapytał zmieniając temat, a do mnie dopiero teraz dotarło, że nie odebrałam jeszcze planu lekcji z sekretariatu.
- Zobaczymy się później! - krzyknęłam i biegiem udałam się do sekretariatu po plan.
Pani z sekretariatu nie przedłużając wręczyła mi kartkę z planem zajęć i kazała podpisać się w wyznaczonym miejscu jako dowód, że go odebrałam. Wyszłam z powrotem na korytarz udając się w stronę szafki jednocześnie spoglądając na plan. Pierwszą miałam algebrę z panem Lav.
Zostawiłam w szafce niepotrzebne mi rzeczy po czym szybkim krokiem ruszyłam do klasy bo i tak już byłam spóźniona. Korytarze były puste i bez tych wszystkich osób pałętających się to w tą, to w tamtą wydawały się niezwykle obszerne, przez co moje kroki odbijały się echem. Gwałtownie skręciłam za róg w stronę schodów, gdyż musiałam iść na 3 piętro, ale na moje nieszczęście na kogoś wpadłam. Książki które trzymałam wypadły mi z rąk, a ja cofnęłam się parę kroków w tył. Spojrzałam wkurzona w górę na osobę z którą się zderzyłam. Gorzej być nie mogło. Przede mną stał największy dupek jaki kiedykolwiek chodził do tej szkoły. Popularny chłopczyk którego rodzice byli tak bogaci, że kasa wylatywał im z kieszeni. Wszyscy chłopacy starali się być jak on, a dziewczyny dosłownie wskakiwały mu do łóżka zawsze licząc na coś więcej. Za to ja, za każdym razem gdy go widziałam miałam ochotę zmasakrować mu tą jego obrzydliwie śliczną buźkę. Był wyższy ode mnie o ponad 20 centymetrów. Na moje oko miał jakieś 186 wzrostu. Sylwetka sportowca, w końcu kapitan drużyny. Ramiona pokryte liczną liczbą tatuaży. Mowy tutaj oczywiście o Niall'u pieprzonym gnojku Horan'ie. Przewróciłam oczami po czym schyliłam się żeby podnieść upuszczone przeze mnie rzeczy.
- Uważaj jak chodzisz. - powiedział i mnie wyminął chcąc iść dalej, ale go zatrzymałam.
- Wypadałoby przeprosić. - warknęłam.
- Słucham? - zatrzymał się z powrotem podchodząc do mnie jednocześnie posyłając mi mordercze spojrzenie.
- W domu nie nauczyli cię kultury?
- Czy ty wiesz z kim rozmawiasz?
Już miałam odpowiedzieć, ale przerwał na dyrektor.
- Dzieci, a wy czemu nie na lekcjach? Horan, to dopiero pierwszy dzień szkoły więc nie podnoś mi ciśnienia.
- Właśnie pomagałem koleżance znaleźć klasę. - odpowiedział blondyn wskazując przy tym na mnie. - Wie pan, trzeba pomagać pierwszakom.
- Pierwszakom? - spojrzałam na niego jak na idiotę. - Chodzę do tej szkoły od trzech lat geniuszu.
Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ruszyłam do klasy. Gdy weszłam spóźniona zauważyłam Ryan'a i Lily na końcu klasy. Dziewczyna wskazała na pustą ławkę pod oknem dając mi tym samym do zrozumienia, że specjalnie ją dla mnie zajęła. Pan Lav jak zawsze był nie w humorze, ale nie oberwało mi się za bardzo gdy powiedziałam, że spóźniłam się przez dyrektora. Usiadłam w ławce od razu zwracając się do Lily.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Gdy wyczytał twoje nazwisko spławiłam jakiegoś chłopaka, bo wątpię żebyś chciała siedzieć w pierwszej ławce.
- Jak ty dobrze mnie znasz.
Całą lekcję słuchaliśmy regulaminu. Co roku jest taki sam, nic się nie zmienia, więc nie wiem po co go czytają i tym samym zanudzają uczniów. Strata czasu i tyle. Po algebrze miałam psychologię z ludźmi z elity. Cudownie. Pocieszeniem było to, że na tej lekcji towarzyszył mi Dayl, a Niall nie pojawił się nie pojawił. Zajęliśmy przedostatnie ławki, ponieważ cały ostatni rząd był zajęty przez kumpli Horan'a. Oczywiście jedna z ławek stała pusta i czekała, aż łaskawy książę się pojawi. Trzecią lekcją była geografia, którą miałam z Dean'em. Wybraliśmy ją tylko dlatego, że sądziliśmy, że jest łatwa. Taaa... Dean ledwo zdał z drugiej na trzecią klasę. Oczywiście standardowo zajęłam ostatnią ławkę pod oknem, a mój ukochany przyjaciel usiadł przede mną. W końcu nadszedł czas na lunch. Wraz z Dean'em poszłam na stołówkę, na której zapewne spotkamy całą resztę przy naszym stałym stoliku.
Stołówka była dużym przestronnym pomieszczeniem, gdzie wszystko było sterylnie białe. Prawa ściana była w całości pokryta szkłem dzięki czemu był idealny widok na podwórko, za to z lewej strony znajdował się bufet w którym o dziwo można było kupić coś jadalnego. Całą przestrzeń zajmowały okrągłe stoliki wraz z metalowo-plastikowymi krzesłami. Oczywiście każdy należał do jakiejś grupki. Szkolna grupa teatralna, kujoni, elita, my, wyrzutki itd. Każdy miał wyznaczone miejsce i jego się trzymał. No mniej więcej. Większość osób się mieszało, ale jedno było pewne. Nikt nie miał prawa zająć stolika elity. Wystarczyło tylko spojrzeć się w ich stronę, żeby zostać zmieszanym z błotem.
Dean jak to on, powiedział mi co chce, a następnie poszedł dołączyć do pozostałych zostawiając mnie samą sobie. Podeszłam do bufetu kupić zamówione przez chłopaka jedzenie, oraz wodę dla siebie bo jakoś nie szczególnie byłam głodna. Mając już wszystko na tacce, zapłaciłam kucharce i skierowałam się do stolika. Postawiłam tacę przed blondynem, który grzecznie podziękował po czym zabrał się za jedzenie.
- Ty nic nie jesz? - zapytał Dayl prawie wypluwając frytki które miał w buzi.
- Nie jestem głodna.
- Alex. - Li szturchnęła mnie w ramie, żeby zwrócić moją uwagę oraz przybliżyła się jakby nie chciała żeby ktoś inny usłyszał co ma mi do powiedzenia. - Zdążyłaś już coś przeskrobać?
- Jeszcze nie miałam czasu.
- Jesteś pewna?
- Lily, o co ci znowu chodzi?
- Odkąd weszłaś na stołówkę Niall nie przestaje się na ciebie gapić i teraz chyba gada o tobie z Harry'm.
Spojrzałam przez ramię w stronę wspomnianych osób. Faktycznie obydwoje patrzeli się na mnie i prawdopodobnie gadali jakieś niestworzone historie. Moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Niall'a. Bezczelnie zmierzyłam go wzrokiem, a następnie prychnęłam pod nosem zarzucając włosy na lewe ramię i z powrotem odwracając się w stronę przyjaciół.
- Idąc na lekcje wpadłam na tego idiotę. - machnęłam głową w stronę blondyna, żeby chłopacy zrozumieli o kogo mi chodzi.
- Chodzi ci o Niall'a? - zapytał Dayl.
- A o kogo innego miałoby mi chodzić?
- Jest całkiem spoko.
- Mój własny przyjaciel przeciwko mnie? Jak możesz!
- Przynajmniej ja go poznałem zanim go oceniłem, nie to co ty.
- Ciekawe kiedy. Na jednej z jego imprez gdy obydwoje byliście pijani i naćpani? - zakpiłam.
- Może.
- Jakoś nie szczególnie chce mi się tracić czas na poznawanie kogoś takiego jak on.
- I to mówi osoba, która podobno nigdy nie ocenia po wyglądzie.
- Nie oceniam go po wyglądzie tylko po zachowaniu.
- Dobra koniec dyskusji. - przerwał Dean. - Bo zaraz się tu pobijecie.
- Ja się nie biję! - szybko zaprzeczyłam.
- A rok temu szczęka Ash sama się przestawiła?
- To był tylko raz, a ona sobie na to zasłużyła.
- Perfekcyjny prawy sierpowy. Moja krew. - Dayl wyciągnął w moją stronę rękę, na co przybiłam mu piątkę i obydwoje się zaśmialiśmy.
- Hejka ludziska. - do stolika dosiadł się Cian.
Cian był prawdopodobnie najwyższy z naszej paczki. Miał około 183 cm wzrostu, może nawet i więcej. Do tego pofalowane, brązowe włosy, duże zielone oczy i pełne usta. W porównaniu do pozostałej dwójki chłopaków nie był typem sportowca co można było również zauważyć po jego szczupłej sylwetce i patyczkowatych nogach. On i Dayl byli najlepszymi przyjaciółmi i trzeba przyznać, że zabawnie wyglądali idąc koło siebie, bo ich różnica wzrostu wynosiła jakieś 10 cm. Obydwoje też pochodzili z Irlandii jednak z zupełnie innych części tego kraju, więc poznali się dopiero jakieś dwa lata temu gdy Cian przeprowadził się do LA.
Wraz z brunetem przyszedł Ryan oraz szatyn którego po raz pierwszy widzę na oczy. Był niższy od chłopaków, jednak zdecydowanie wyższy od Dayl'a, ale od niego wszyscy są wyżsi. Czy ja wiem może miał jakieś 176 cm albo coś koło tego. Czarne włosy były postawione ku górze jednak część grzywki delikatnie opadała mu na czoło. Szare oczy wydawały się przeszywać wszystkich na wylot. Był ubrany cały na czarno. Czarne rurki opinały jego nogi, ale w subtelny sposób, a nie pedalski, tak jak u niektórych chłopaków. Mogłabym powiedzieć, że jak na rurki były nawet trochę za luźne. Do tego czarna koszulka, oraz całe czarne conversy za kostkę. Miał szerokie barki, jednak nie za szerokie, co oznaczało że ćwiczy, ale nie jestem jakoś bardzo umięśniony, za to jego nogi były aż nad to. Przez spodnie można było zauważyć jego umięśnione łydki, a gdy dobrze się przyjrzało to nawet to jak bardzo jego mięśnie ud były wypracowane. Zdecydowanie musiał dużo biegać.
- Wszyscy, to jest Brendan. - przedstawił go Ryan. - Brendan, to są wszyscy.
- Cudownie nas przedstawiłeś. - Lily spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
- To może ja to zrobię. - westchnęłam i zaczęłam kolejno wskazywać na osoby, które przedstawiałam. - Dean, bezmózgi sportowiec.
- Ej! - krzyknął blondyn, ale nie zwróciłam na niego zbytniej uwagi i kontynuowałam.
- Dayl, nasz szkolny błazen, Lily, cheerleaderka który na szczęście woli nas nisz bandę snobów i ja, czyli Alex.
- Były kapitan szkolnej drużyny dziewczyn w piłce nożnej. - dopowiedział Dayl, a ja miałam ochotę go zamordować bo nie lubiłam jak ktoś o tym wspomina.
- Bren, po prostu Bren. - przedstawił się szatyn zajmując miejsce na wprost mnie.
- A teraz pytanie za 100 punktów. - klasnęłam w dłonie. - Gdzie, do cholery, jest Josh?
- Ślini się na widok pierwszoklasistek i próbuje wyrwać jedną z nich. - odpowiedział Ryan.
- Zakład za 10 dolarów, że któraś poleci na jego oczy. - powiedziała Lily.
- Nie zakładam się bo każda leci na jego błękitne jak morze oczy. - dokończyłam mówić teatralnym głosem jak te wszystkie dziewczyny opowiadające o tym jakie piękne są oczy Josh'a.
A no tak, o nim wam jeszcze nie mówiłam. Tak więc Josh jest tym słodkim blondynem z błękitnymi oczami, szerokim uśmiechem i kaloryferem na brzucho którego wiele dziewczyn uwielbia, ale nie koniecznie widzą w nim przyszłego chłopaka, raczej wolą wytargać go za policzki jak stare ciotki wnuki. Bo w końcu Josh jest taki słodziutki. Ma coś około 174 więc również nie jest za wysoki. I pomimo tego, że ma 18 lat wciąż jest dzieckiem. Całe dnie mógłby siedzieć w domu oglądając Avengers albo grając w fifę. A skoro już mowa o piłce nożnej to należy do szkolnej drużyny, jednak jak na razie częściej grzeje ławę niż gra. Może w tym sezonie coś się zmieni chociaż wątpię. Poza swoją obsesją na punkcie piłki i super bohaterów, uwielbia też biegać jak i spędzać czas na siłowni. W dodatku pomimo tego, że jego czarne rurki opinają jego nogi tag bardzo, że wyglądają jak leginsy, a w ubraniach wygląda na drobnego chłopczyka, to ma jeden z najlepszych sześciopaków z chłopaków w naszej szkole.
- No, no, no kogo my tu mamy. - do naszego stolika podszedł Niall wraz z Harry'm i Louis'em. Stanął ze skrzyżowanymi rękoma na piersi i w raz ze swoimi towarzyszami patrzył złowrogim na Brendan'a, który z kpiącym uśmiechem na twarzy i rękoma w kieszeni również patrzył na Niall'a.
- Nadal jesteś w drużynie czy już cię wykopali za twój brak umiejętności? - Bren bezczelnie zaśmiał się nie spuszczając wzroku z blondyna, który wydawał się wkurzyć jego pytaniem.
- Dla twojej wiadomości jestem kapitanem.
- Wasza drużyna na serio jest, aż tak zdesperowana, że wybrała cię na kapitana?
- Jakbyś nie wiedział, to Niall jest najlepszy w tej szkole. - wtrącił się Louis wypinając pierś do przodu i starając się wyglądać groźniej co niekoniecznie mu wyszło.
- Ten wasz mistrz nie był w stanie strzelić ani jednej brami gdy graliśmy na mistrzostwach krajowych.
- To stąd cię kojarzę! - nagle wykrzyknęła Lily podskakując przy tym na krześle i zwracając na siebie wszystkich uwagę. - Pamiętam ten mecz. Niall starał się strzelić kilka bramek oczywiście posyłając same trudne piłki, a ty je wszystkie obroniłeś bez żadnego wysiłku.
- Wiedziałam, że jesteś niedojdą, ale żeby aż taką. - zaczęłam się śmiać.
- Zamknij się. - warknął Niall, ale nic sobie z tego nie robiłam nadal śmiejąc się z jego porażki.
- Ojej, wielki królewicz chyba zgubił swoją koronę.
- Kazałem ci się zamknąć! - wrzasnął uderzając przy tym o stolik z taką siłą że wszystkie rzeczy na nim podskoczyły.
- Nie podnoś na nią głosu. - ku mojemu zdziwieniu Brendan wstał i zbliżył się do blondyna z powagą na twarzy.
- Będę robił co mi się podoba. - Niall jeszcze bardziej przybliżył się do Brendan'a. Obydwoje zaczęli mierzyć się złowrogimi spojrzeniami. Mogłam zobaczyć jak mięśnie Niall'a rąk napinają się co nie wróży nic dobrego. Nagle blondyn wziął zamach chcąc uderzyć szatyna, a ja cicho pisnęłam wiedząc do czego zdolny jest Horan. W końcu pobił już nie jednego ucznia. Ku mojemu zdziwieniu Bren z łatwością chwycił jego rękę tuż przed swoją twarzą po czym wygiął ją tak, że blondyn padł na kolana. Co najciekawsze, wyglądał przy tym jakby w ogóle nie używał siły. Patrzałam na to ze zdziwieniem. Nie znałam Brendan'a więc nie wiedziałam jak daleko jest w stanie się posunąć, ale wiedziałam za to jedno. Jeszcze nigdy nikt nie dał rady Niall'owi.
- Zapamiętaj sobie jedno. - powiedział ze spokojem szatyn. - Nigdy nie podnoś głosu na dziewczyny.
Po czym popchnął go tak, że Horan wylądował na ziemi.
- Co tu się dzieje?! - Pan Grey podszedł szybkim krokiem do naszego stolika, a następnie spojrzał na każdego z osobna. - Murray, Horan do dyrektora, ale już! A cała reszta zechce łaskawie mi powiedzieć co tu się stało.
- Nadmiar testosteronu i tyle. - odpowiedział wzruszeniem ramion Louis. Dziwię się, że on i Harry przyszli tu z Niall'em i nie fatygowali się żeby mu pomóc. Świetni z nich przyjaciele.
- Tomlinson, nie denerwuj mnie! - nauczyciel po raz kolejny podniósł głos, a na jego czole pojawiła się charakterystyczna żyłka, która zawsze się pojawiała gdy pan był na skraju wytrzymałości. Na szczęście już nic więcej nie mówił i sobie poszedł. Również Louis i Harry wrócili do swojego stolika.
- Też to widzieliście? - zapytała zszokowanym głosem Li. - On tak po prostu... i on... jak?
- To jest dobre pytanie. - przytaknęłam jej. - Cian, Ryan, skąd znacie Brendan'a?
- Jestem z nim w parze na chemii. - odpowiedział Ryan.
- A ja oprowadzałem go po szkole. - odezwał się Cian na co skinęłam głową na znak, że przyjęłam do wiadomości ich słowa.
- Coś mnie ominęło? - nagle koło mnie usiadł Josh jak zawsze z szerokim uśmiechem.
- Nowy wdał się w dyskusję z Horan'em. - powiedziałam podając mu butelkę z wodą którą chętnie przyjął.
- Jak źle na tym wyszedł? - zadał kolejne pytanie upijając przy tym łyk napoju.
- Niall w końcu znalazł kogoś równego sobie. - blondyn na te słowa gwałtownie wypluł wodę w prost na Dean'a, który na nieszczęście siedział na wprost niego.
- Co?!
- Przed chwilą Niall zwiedzał podłogę.
- Żartujesz? Kto mu przywalił?
- Brendan... - przeciągnęłam ostatnią literę zdając sobie sprawę, że nie znam jego naziwska. - Jakiś tam.
- Murray. - dopowiedział Ryan za mnie.
- Brendan Murray? Ten Brendan? To on jest w naszej szkole?
- Znasz go?
- Pewnie. Grał w przeciwnej drużynie na mistrzostwach krajowych rok temu. Jest najlepszym bramkarzem jakiego w życiu spotkałem. Nie przepuścił żadnej piłki. Gdzie on teraz jest?
- Grey wysłał go do dyrektora. - do dyskusji dołączył Cian. - A teraz lepiej chodźmy bo za chwilę zaczyna się kolejna lekcja.
- Mówiłam już, że nienawidzę szkoły? - wstałam z oburzeniem i wraz z resztą zaczęłam kierować się ku wyjściu ze stołówki.
- Widzę, że wracamy do starych nawyków. - zaśmiał się Dean i objął mnie ramieniem. - Codziennie minimum raz to mówisz.
- Bo to prawda.
- Spokojnie kochanie jeszcze tylko 9 miesięcy, 29 dni i kończymy tą szkołę.
- Przysięgam, że jak ją skończę to już nigdy więcej się w niej nie pojawię, ani w jej pobliżu. - na te słowa wszyscy się zaśmiali i zgodzili się z moimi słowami.
Przyszedł czas na lekcje hiszpańskiego z Josh'em. Byliśmy beznadziejni z tego języka, ale musieliśmy wybrać jeden język obcy więc wybraliśmy ten bo w końcu hiszpański jest uważany z najłatwiejszy język na świecie. Oczywiście jak już pewnie się domyślacie, zajęłam miejsce w ostatniej ławce pod oknem. Zawsze, ale to zawsze, siadałam w ostatnich ławkach i zawsze przy oknie. To było moje ulubione miejsce, a jak ktoś mi je zajął to albo po dobroci mi ustępował, albo ja pomagałam mu je opuścić. Nie moja wina, że jestem upartą osobą i tak łatwo nie ustępuję. Ostatnią lekcją był wf na który teoretycznie nie musiałam uczęszczać przez moje byłe zaangażowanie w sport, ale była to moja ulubiona lekcja i nie było mowy, żebym na nią nie chodziła. Jak na złość na tej samej godzinie wf mieli ludzie z elity. Jednak plusem było to że cała moja ekipa też go miała, więc nie musiałam sama się z nimi użerać. Jak przystało na pierwszą lekcję tego przedmiotu w roku szkolnym, nauczyciel czytał nam regulamin na temat zachowań oraz sprzętów sportowych jak i zasad bhp. Tak więc nikt dziś nie ćwiczył. Jak na dzień w szkole i zmarnowane kolejnych godzin z mojego życia, to szybko minęło. Akurat byłam na dziedzińcu szkolnym wraz z Josh'em, Dean'em i Lily chcąc wrócić jak najszybciej do domu.
- Idziecie dziś na imprezę? - zapytał wyższy z blondynów.
- U Niall'a? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - Nie dzięki, jakoś nie mam ochoty oglądać jego twarzy.
- Alex, daj spokój. - szturchnęła mnie Li. - On robi najlepsze imprezy, a ty jeszcze na żadnej nie byłaś. Pamiętasz jak kiedyś mi obiecałaś, że pójdziesz na chociaż jedną?
- Ok, ale tylko dlatego, że mam ochotę się upić ze znajomymi, a wiem, że wszyscy tam dziś idziecie.
- W takim razie podjedziemy po was o 8 p.m. - uśmiechnął się Josh.
- Chwila, jak to podjedziemy?
- Bren też jedzie i zaproponował, że może nas zawieźć i odwieźć bo nie zamierza pić alkoholu.
- Widzę, że się za kumplowaliście.
- On jest świetny. - odpowiedział podekscytowany chłopak.
- Czy ja wiem, wydaje się dziwny.
- Musisz go lepiej poznać i tyle.
- Dobra dziewczyny my spadamy bo jeszcze mamy trening. Jash chodź.
- Trening w pierwszy dzień szkoły? - zdziwiła się Lily.
- Nabór nowych do drużyny. Ktoś musi skopać im tyłki, no nie? - Dean odpowiedział odchodząc z powrotem w stronę wejścia do szkoły.
- Do potem. - Josh machnął ręką na pożegnanie i pobiegł za przyjacielem.
- I zostałyśmy same. - westchnęłam.
- Podwieźć cię? - brunetka pomachała mi kluczykami od jej samochodu.
- Chyba nie myślałaś, że pozwolę ci pojechać beze mnie. - zaśmiałyśmy się i razem ruszyłyśmy w stronę jej srebrnego Lamborghini Aventador LP 700-4 Roadster. Gdy do niego wsiadałyśmy zauważyłam jak ludzie się na nas patrzą, niektórzy z zazdrością, inni z rozpaczą że to nie ich samochód, a jeszcze inni ze zdziwieniem. Patrzcie i płaczcie bo to ja się przyjaźnię z Lily i mam prawo wozić swój tyłek w tym cacku, a nie wy. Tak wiem, że jestem wredna ale nic na to nie poradzę. Jak się można domyślić rodzice dziewczyny byli bogaci, mama businesswoman, tata emerytowany sportowiec. Wystarczyło, że Lily pstryknęła palcami i już wszystko miała, jednak pomimo tego daleko jej było do rozpieszczonej dziewczynki.

























